9 rzeczy, które chciałbyś wiedzieć o Niemczech, ale boisz się zapytać. Część 1/3

Mieszkaliśmy w Niemczech 18 m-cy. Od sierpnia 2013 do stycznia 2014. Długo, niedługo, jednak jakieś doświadczenie zdobyliśmy. I tym chcemy się podzielić. W podzielonej na trzy wpisy opowieści, przedstawimy taki obraz Niemiec, jaki utrwalił się w naszej pamięci. Będą fakty i opinie. Będą rady i sugestie. Dla tych, którzy Niemiec są ciekawi i dla tych, którzy chcieliby spróbować podobnej do naszej przygody.

Nasze 18 miesięcy spędziliśmy w 50-cio tysięcznym Speyer, w Rheinland-Pfalz. Rheinland-Pfalz – jednen z szesnastu Landów Niemiec, położony w południowo-zachodniej części kraju. Tam podobno lepiej się zarabia, za to drożej żyje.

1. Ogólne wrażenie

W DE jest ultraczysto. Wszyscy segregują śmieci (plastik, szkoło, papier, bio), wszyscy sobie ufają i o ten porządek dbają. Czyste ulice, trawniki, elewacje budynków – wszędzie. Każda kupowana plastikowa/szklana butelka ma kaucję i po spożyciu wraca do sklepu.

Jest bezpiecznie. Możesz wracać mocno %, wieczorem, środkiem miasta, śpiewając patriotyczne polskie piosenki – i nic ci się nie stanie. Możesz zawinąć pelargonie z publicznych kwietników –  i też nic ci się nie stanie. Ja po kilku pierwszych tygodniach odzwyczaiłem się przypinania roweru w miejscach publicznych czy pod domem. Kiedyś, przez nieuwagę, zostawiłem w aucie uchylone drzwi i poszedłem na 8 godzin do pracy, wracając znalazłem w aucie skórkę od banana i kartkę z wiadomością, abym na przyszłość zamykał drzwi.

Jest inaczej. Bardzo zdziwiło mnie to, że sklepy w niedzielę są obligatoryjnie zamknięte. I nie tylko sklepy, bo i większość aptek, część stacji benzynowych. Sklepów typu corner shop, jak nasze „Żabki” czy swojskich spożywczaków „u Basi” nie ma. Nie ma monopolowych czy całodobowych. Handel kręci się praktycznie wokół małych, wyrzuconych na obrzeża miast centrów handlowych z Kauflandem, Lidlem, Rewe lub Aldi. To, na co można trafić w centrum, to prywatne i małe: piekarnie, sklepy mięsne i warzywniaki (najczęściej „u Ahmeda”).

Jedyny wyjątek dla niedzielnego handlu stanowi tzw. – flohmarkt. Zjawisko ciężkie do opisania. Coś jak objazdowy pchli targ, odbywający się co weekend w innym mieście, na który zjeżdżają się dziesiątki, a nawet setki sprzedających/kupujących niemieckich Januszy. Niedrogo kupisz tam wszystko, ubrania, elektronikę, zabawki, winyle, książki, antyki, mydło i powidło.

2. Mieszkanie. Czy łatwo je znaleźć?

Nie. Cholernie ciężko.

Do każdego ogłoszenia, w ciągu pierwszych godzin od publikacji, zgłosi się kilkadziesiąt osób, które przyjdą razem z Tobą obejrzeć mieszkanie. Nierzadko, gdy zadzwonisz po trzech godzinach, będzie już nieaktualne. Oferty agencji nieruchomości to jeszcze większy dramat – chętnych tyle samo, problemów tyle samo, tylko więcej „jurków” do zapłacenia.

Gdy dzwonisz i słyszysz: „nadal aktualne”, z reguły czeka cię spotkanie z właścicielem, wywiad, spowiedź, i tym podobne. Dlaczego przyjechałeś do Niemiec? Jakie masz plany na najbliższe 50 lat? Gdzie pracujesz? Ile zarabiasz? Czy Twoje dziecko przechodziło ospę? Co sądzisz o Wojnie Trzydziestoletniej? itd. A sam fakt bycia obcokrajowcem, albo jeszcze lepiej – Polakiem, stawia z góry na gorszej pozycji.

Wygrałeś casting. Umowę musisz przeczytać (choć niemiecki urzędowy to kosmos względem niemieckiego mówionego na co dzień), tak jak kaucję (dwa lub trzy miesięczne czynsze) wpłacić – od razu. I kaucja płatna z góry, bez możliwości rozłożenia na raty.

Mieszkanie będzie puste, gołe ściany, z sufitu wystające druty zamiast lamp. Na szczęście handel inwentarzem, rzeczami z drugiej ręki w DE jest bardzo popularny. Ogarniesz to tanio i szybko. A czego nie kupisz, znajdziesz przypadkowo na tzw. ulicznych „wystawkach”.

A gdy czeka cię wyprowadzka? Okres wypowiedzenia to zazwyczaj 3 m-ce. W tydzień lub dwa sprzedasz wszystkie meble i sprzęty – musisz to zrobić, bo mieszkanie zawsze odbiera się i zdaje puste. Zainteresowanych kupnem gratów jest zawsze sporo. To co zepsułeś, obowiązkowo napraw, a na koniec, zgodnie z niemieckim prawem, pomaluj wszystkie ściany na biało (i nie ważne, że podczas wprowadzania się ściany były różowe). Jeśli coś nie zostanie naprawione, albo ściany pozostaną orzechowe, właściciel zrobi wszystko, aby urwać z pomocą adwokata tyle z twojej kaucji, ile się da.

Trudno, zwłaszcza Polakowi,  znaleźć mieszkanie z ogłoszenia. Dlatego najlepiej jest szukać po znajomości. Zapytać rodzinę, przyjaciół, znajomych – polskich, niemieckich, węgierskich…

Gdzie szukać ofert? quoka.de, ebay.de, google.de po wpisaniu frazy „immobilien”. Tablice informacyjne w sklepach. Działa patent z wywieszaniem własnych zapytań-ogłoszeń, na kartkach, w publicznych miejscach.

Cena wynajmu? Nasze, podobno niedrogie mieszkanie: 2100 zł/mc za kawalerkę z balkonem w przyjemnej okolicy. 1300 zł dla właścicielki, 450 zł dla administracji (woda, ogrzewanie, śmieci), 270 zł za prąd i 100 zł internet.

3. Komunikacja

Czym się jeździ taniej, a czym drożej. Co jest w Niemczech najwygodniejszym środkiem transportu. Jaki środek komunikacji jest najpopularniejszy?

Prawdziwy hit to rower. W Niemczech panuje pełna kultura rowerowa. Respektuje się prawa rowerzysty, a sieć ścieżek miejskich jak i turystycznych tam to po prostu – bajka. Używany bicykl można kupić już za 80 złotych.

Dobrze mieć, bo każdy ma – auto. Niemieckie autostrady – choć niebawem będą już płatne – są zadbane, a ich rozmieszczenie i sieci przemyślane. Dziur w drogach nie ma, a korki spotkać można jedynie w centrach miast, w godzinach szczytu. Litr Disela to wydatek 4.6 złotych, a benzyna 5.8 złotych. Roczne ubezpieczenie samochodu wynosi ok 2500 zł, podatek od Disela – ok 450 zł/rok. Lepiej, dla własnego portfela, jest korzystać z usług warsztatów samochodowych. Po zimówki opłaca się wracać do Polski 😉

Autobus i pociąg to w DE najdroższa zabawa. Bilet miesięczny w strefie do 50 km kosztuje 450 zł, zaś bilety jednorazowe: 10 zł za odcinek 8 km, 20 zł za 20 km, 200 zł za 50 km, 450 zł za 120 km.

Poza tym, w Niemczech niezwykle popularne stało się korzystanie z serwisów typu blablacar. Wydaje się, że każdy Niemiec ma konto w przynajmniej jednym serwisie, a przejazdów szuka do każdej podróży, tej kilkuset kilometrowej, jak i do najbliższej wioski. Kiedyś mój ojciec opublikował na jednym z portali przejazd z DE do PL. Z 6 odpowiedzi 4 otrzymał od Niemców, a wszystkie były z zapytaniem o trasę w granicach Niemiec. W tym jedna osoba pytała, czy ją pan Krzysztof podrzuci do sąsiedniego miasta.

cdn.

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarz

  1. Bartek
    3 marca 2015

    Germanizacja w gimnazium nie poszła w las 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *