[Damian] Dlaczego?

Kiedy wśród rodziny, przyjaciół i znajomych ogłosiłem, że planuję wyruszyć w co najmniej kilkumiesięczną daleką podróż, podstawowym pytaniem na jakie musiałem odpowiedzieć, to „dlaczego?„. Dlaczego rzucam wszystko, czemu jadę na tak długo, a dlaczego akurat tam… Nie wszyscy zrozumieli (pozdrawiam rodziców;)), choć wszyscy zaakceptowali. Zebrałem teraz te wszystkie swoje myśli w jeden kompletny post. Niech będzie on moją odpowiedzią, dlaczego.

– Ej, Barański! Ale dlaczego?

– Powody są cztery.

Wielkie wyzwanie

Miałem lat 14, kiedy kumpel zaciągnął mnie na zbiórkę harcerską. Już nie pamiętam, jak to się rozpoczęło, ale skończyło się założeniem i prowadzeniem własnej drużyny harcerskiej. To było 7 lat zdobywania cennych doświadczeń z zarządzania projektami, ludźmi i sobą. Ponad setka biwaków, obozów, górskich wędrówek, spływ kajakowy… jako uczestnik, jako organizator. Poznana masa ludzi, grupa przyjaciół, pierwsza dziewczyna. ZHP był dla mnie przed-szkołą z ogarniania własnego życia. Zwłaszcza 3 ostatnie lata, kiedy jako założyciel własnej drużyny zrozumiałem, że odpowiedzialność za innych to wielkie wyzwanie.

No a potem, już na drugim roku studiów, kolejny kumpel zaprowadził mnie na spotkanie organizacji studenckiej. Grupa dziwnych ale mega kreatywnych ludzi, których ciągle swędzą tyłki, którzy lubią pakować się w kłopoty, by je potem rozwiązywać. Przez kolejne 4 lata poświęcałem się na rzecz organizowania studenckich projektów: społecznych, kulturalnych, naukowych, rozrywkowych. Wkręciłem się bardzo, że nawet na przewodniczącego mnie wybrano – i to było wielkie wyzwanie. Ogarnąłem się dzięki temu jeszcze bardziej, nabrałem pewności siebie, nauczyłem skuteczności i jeszcze większej odpowiedzialności za innych.

Te wielkie wyzwania jakoś tak człowieka wzbogacają, inspirują, uczą. Więc kiedy skończył się dla mnie NZS, pomyślałem, że takie podróżowanie po świecie – to by było dopiero wielkie wyzwanie. Że takie podróżowanie sprawdzi te umiejętności, które dotychczas zdobyłem, no a przede wszystkim dostarczy mi kolejnych doznań, wiedzy, satysfakcji i ogarnięcia samego siebie. Podróżowanie, bo pójdę dzięki temu na całość, bo rzucę się na głębokie wody, z którymi się w życiu swoim nie konfrontowałem. Bo będę musiał na taką podróż zdobyć kasę, możliwie dużo, możliwie szybko – i to już jest wielkie wyzwanie. Lubię to uczucie – wymieszanie podekscytowania i nadchodzących zmian z niepewnością, strachem i adrenaliną. Taka mieszanka bardzo mnie pobudza i pozwala mi się spełniać.

Zmiana perspektywy

Ja, Barański, 25 lat życia w świecie, w którym każdy człowiek (no dobra, nie każdy. Ale większość) myśli racjonalnie, analitycznie. W świecie, w którym można przewidzieć, co wydarzy się jutro. W którym żyje się mi i innym w miarę stabilnie i bezpiecznie. W którym na bierzmowanie dostaje się konsolę, a po studiach kredyt. W którym po pracy chodzi się do baru na piwo, włącza kolejny odcinek serialu lub – w najgorszym wypadku – trzaska nadgodziny. Wszystko tak jakby według z góry ustalonego schematu. Trochę nuda.

Toteż zacząłem się mocno zastanawiać, co jest alternatywą dla takiego zachodniego modelu życia? Czy jeśli gdzieś jest inaczej, to czy taki Barański będzie potrafił się w tym odnaleźć? Będzie mógł się czegoś od tego „inaczej” nauczyć, przywieźć to do domu i z tego „inaczej” korzystać? Jak wygląda podejście do dnia codziennego człowieka po drugiej stronie świata? Jakie jest jego życie, środowisko, rozrywka, kuchnia, muzyka? Chcę to wszystko zobaczyć i doznać na własnej skórze.

Dziecięce marzenia

o byciu odkrywcą i włóczykijem. Najpierw było skakanie po drzewach i szlajanie się po lesie, byle dłużej i dalej. Potem podróże i wyprawy, Polska, Ukraina, Włochy, Niemcy. Przepadałem już zupełnie, kiedy zabierałem się za podróżnicze książki i audiobooki. Inspirowali i podsuwali pomysły na podróż: Cejrowski, Fiedler, Matthiessen, Kamiński, Halik, Jagielski, Michniewicz i inni. Były nawet książki Kreta („Moje Indie”) i Mellera („Gaumardżos”). Zawsze kręciło mnie włóczykijstwo, nieznane mi kraje, okraszone zdjęciami reportaże, opisywane przygody. Wszystkie te wciągane przeze mnie z książek historie pobudzały myśl: że „chcę tak samo, jak oni”.

Kiedy czytałem jeszcze więcej, o rowerowej wyprawie dookoła świata Magdy Nitkiewicz i Pawła Opaski, samotnej azjatyckiej podróży Marzeny Filipczak, kiedy przeglądałem niezliczone ilości blogów, przekonałem samego siebie, że to podróżowanie jest dostępne dla każdego. Że wystarczy ogarnąć jakiś dobry plan, porządnie się zaprzeć, uruchomić w sobie wyobraźnię, a potem zamieniać dziecięce marzenia w rzeczywistość. Skoro każdemu może się udać, to czemu nie Barańskiemu?

Ostatnia prosta przed dorosłym życiem

Moja podróż nie jest ucieczką. Myślę, że ten nasz zachodni świat potrafi być ciekawy i pozwala się spełniać. Ja czuję się w nim dobrze. Prędzej niż później będę chciał założyć rodzinę, powiększyć zespół 😉 Znalezienie dobrej i ciekawej pracy lub realizacja własnych pomysłów to moje kolejne (po powrocie) wielkie wyzwanie. Dlatego traktuję tę podróż jako ostatni przystanek przed tym poważnym, dorosłym życiem. Podróżować można w każdym wieku, solo, z dziećmi, nawet z psem. Będąc zatrudnionym lub samemu zatrudniając. Ale ja wmówiłem sobie, że wybrałem najlepszy moment na wyjazd. TEN moment, kiedy bez przeszkód i wyrzutów sumienia mogę porzucić to, co dotychczas zbudowałem i posiadałem. TEN moment, który da mi wolną i pełną przestrzeń do zapełniania. TEN moment, kiedy czuję się nieograniczony i wolny. Ruszam teraz, by nie żałować, że ta podróż rozpoczęła się o kilka lat za późno.

Nie wiem, jak potoczy się moja wyprawa, ale wiem, że każdy kolejny dzień w podróży będzie unikatowy. Dostarczy zupełnie innych wrażeń i obrazów. Pozwoli zamienić życie normalne w nienormalne. W myśl nepalskiego przysłowia, że „lepiej żyć jeden dzień jak tygrys, niż sto dni jak owca”. Nawet jeśli ta podróż nie okaże się przełomem (Indie nie zaczarują, Malezja nie zauroczy, Australia nie zainspiruje), nikt nie odbierze mi tej niezliczonej ilości przygód, doznań i po wszystkim – wspomnień, dzięki którym poczuję się szczęśliwy i spełniony. Bo o to mi w moim życiu chodzi 😉

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarze

  1. Bartek
    3 marca 2015

    Trzymam kciuki i popieram wasze działania w całej rozciągłości.

    Odpowiedz
  2. Kamil Dyluś
    28 maja 2015

    ,,Na bierzmowanie dostaje się konsolę, a po studiach kredyt” Dobrze powiedziane Damian… hehe 😀 a wpis bardzo ciekawy 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *