Diabelski Didi Senft i jego pojechane muzeum

Bardzo lubimy ludzi, którzy mają oryginalne hobby. Takich pozytywnych świrów, pasjonatów – zawiadiaków, którzy poświęcają życie na rzeczy nadające się na pierwszy rzut oka tylko do Teleexpressu. I tak mieszkaliśmy z Dorotą, co wysyła wiertarki w kosmos, kumplujemy się z Izą, która wymiata w korfball (w coo?), a ostatnio na blablacar wieźliśmy Michała, który kolekcjonuje ręczniki (pytaliśmy, czy jeździ autostopem przez galaktykę, ale chyba nie załapał).  I kiedy wydawało nam się, że w życiu to już widzieliśmy wszystko i nic nas nie zdziwi – trafiliśmy do Storkow. Czyli do wsi wielkości Pcimia Dolnego, leżącej pomiędzy Berlinem a polską granicą, której kolorów, niczym pędzlem na płótnie bezbarwnych wsi, dodaje Didi Senft wraz ze swoim odjechanym muzeum kuriozów rowerowych.

Didi Senft – kto zacz?

Jeśli bliskie jest Ci szosowe kolarstwo, a nie znasz Didiego – wyjdź. Jeśli jarasz się Rafałem Majką, Michałem Kwiatkowskim albo Przemkiem Marczyńskim, a nie znasz Didiego – wyjdź. Jeśli słyszałeś o lucyferze, diable, gałganie, czarcie, huncwocie, ale o Didim słyszysz pierwszy raz – wyjdź. Pozostali oglądają to: 

Didi Senft to ten gość, który podczas oglądania Tour de France potrafi zmusić Damianową mamę do zaprzestania obierania ziemniaków i aktywowania trybu podśmiechujek na widok przebranego w strój diabła gościa, który na kilkadziesiąt sekund kradnie show pedałującym. Mało? Didi Senft to Niemiec, co sprawia, że już nie można powiedzieć, że wszyscy sąsiedzi zza miedzy to sztywniaki lub snoby. 

Didi Senft
Didi Senft 

Dla nas spotkanie Didiego na wschodzie Niemiec w dość zapyziałej wsi to był szok, niedowierzanie i ekscytacja w jednym – coś, jakbyśmy na Zakaczawiu w Legnicy spotkali Harissona Forda albo w Kowarach Krzysztofa Krawczyka. Jedno z trzech marzeń piątej kategorii zostało spełnione.

Muzeum kuriozów rowerowych, czyli to nie ma prawa działać!

Mimo że Didiego znaliśmy już w czasach gimbazjum, to w historię, że El Diablo konstruuje pojechane rowery, a nawet prowadzi ich muzeum, nie uwierzylibyśmy nawet, gdyby nam arcybiskup metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź to opowiedział. Dlatego na widok najmniejszego, najdłuższego i największego roweru świata, roweru z kwadratowymi kołami, ze sztućcami zamiast szprych i nożami zamiast siodełka, roweru z hamakiem, i (to jest hit) roweru do czaka-czaka – spadły nam na raz, że kapcie, a dwa, że cukier.

Didi prezentuje… rower do seksów!

I choć wieje to muzeum przaśnym sandałem – jak muzeum kapusty w Charsznicy albo muzeum żaby w Kudowie-Zdroju – to Didi Senft i jego rowerowe królestwo ma w sobie dużo uroku. Może to ta charyzma wciąż – mimo 65 lat na karku – uśmiechniętego staruszka w diabelskich portkach, może to ta przytłaczająca, cierpliwie przez 35 lat budowa kolekcja (w tej chwili 120) fantastycznych rowerów, z których kilka możemy nawet wypróbować w akcji, a może to klimat miejsca, które powstało i wciąż rozwija się z pasji? Gdyby powstała monarchia, w której mieszkaliby wszyscy pozytywni szaleńcy świata, to Didi zostałby królem i kazał wszystkim jeździć do pracy rowerami o kwadratowych kołach.

Po spędzeniu godziny w tym miejscu i wypróbowaniu kilku rowerów, które nie mają, no po prostu nie mają prawa istnieć, w naszych mózgach zaczęły grać małpki na talerzach. Co się zobaczyło, to się nie odzobaczy. Co się spróbowało, to się nie odpróbuje.

Storkow, Didi i muzeum rowerowych kuriozów idealnie wpasowuje się w Brandenburgię. Tak samo jest turystycznie nieznane, dopiero odkrywane i zdecydowanie warte zobaczenia. I jeśli zapytacie nas kiedyś o zdanie, czy jadąc po proszek do prania do niemieckiego sąsiada lub na koncert Beyonce w Berlinie warto wpaść po drodze do Storkow, to z ręką na sercu powiemy, że tak.

 

Info praktyczne:

Erlebnis-Fahrrad-Museum

Adres: Lebbiner Straße 2, 15859 Storkow (Mark)

wstęp: cena biletów 4 euro dorośli, 2 euro dla dzieci.

Muzeum czynne od 13:00 do 17:00.

www Didiego: http://www.didisenft.de/ 

 

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *