Elektronika w podróży

Nowe technologie zawładnęły światem, rozwijają się szybko i przenikają już niemal każdą sferę naszego życia. Widać to również w podróżniczym światku. Mapy elektroniczne wypierają te papierowe, a zamiast kartek z pozdrowieniami ludzie wysyłają sobie mejle z selfie. Gdy się tak uważniej przyjrzeliśmy temu, jak elektronika ma się do podróżnika, odkryliśmy trzy różne grupy: antyk-wariatów, umiarkowanych i technoholików.

Grupa Pierwsza: „Antykwariat”. Jedyną elektroniką, jaką zabierają w podróż Antyk-wariaci jest grzałka do wody i latarka na korbkę. W plecakach noszą mapy z lat ’60, a kierunek północny wyznaczają po zarośniętym mchem kamieniu. Prowadzą pamiętnik w zeszycie, mają skrzynki pocztowe na Onecie i zawsze pytają o komputer z Windowsem ‘98. Mają taki mokry sen, że skaczą z samolotu w głąb dzikiej dżungli wyposażeni jedynie w nóż, konserwę, chipsy i batony. Łatwo ich rozpoznać po długiej brodzie albo 10-litrowym plecaku spakowanym na cztery lata.

Grupa Druga: „Umiarkowani”. Idą z duchem czasu. Korzystają z map internetowych, przeglądają neta w poszukiwaniu najtańszego hotelu, zarządzają kasą przez komórkę, mają w telefonie kilka podróżniczych aplikacji. Jedną z pierwszych akcji w nowym kraju jest u nich zakup lokalnej karty sim z dostępem do Internetu, choć w przypadku utraty zasięgu nie wpadają w panikę. Wszystko po to, aby podróż usprawnić, ułatwić i umilić. Kiedy trzeba, wylogowują się do życia i ruszają w trzydniowy trekking po pustyni, górach albo lesie równikowym.

Grupa Trzecia „Technoholicy”. W tłumie można ich rozpoznać po ajfonie przyklejonym do czoła albo plecaku na sprzęt fotograficzny większym od bagażu z gatkami. Technoholicy mają konta na fejsie, twitterze, instagramie, fotka.pl, kuchnia.pl i naszej klasie. Na każdym z tych serwisów aktualizują swoje podróżnicze życie co trzy godziny. Targają ze sobą kilka zapasowych baterii, cztery power banki i kilkanaście kart pamięci. Po to tylko, aby móc uwiecznić właśnie co zjedzony ryż z warzywami, cumulonimbusa w kształcie serduszka albo Indusa drapiącego się po nosie.

My zaliczamy siebie do grupy drugiej (ja siebie szczególnie; Marta czasem wpada w fazę znikania w grupie pierwszej – gdy nie ładuje telefonu przez kilka dni, bo nie odczuwa takiej potrzeby, lub trzeciej – gdy robi zdjęcia kwiatkom i kotkom), ściślej do „umiarkowanych minimalistów”. Elektronicznie i technologicznie jesteśmy amatorami. Nie wozimy ze sobą taczki z obiektywami, nie czytamy antyweb.pl, a – aby plecak był lżejszy – spakowaliśmy w podróż netbooka zamiast laptopa. Jednak mamy takie podejście, że w podróży elektronika i oprogramowanie częściej pomaga, niż szkodzi.

Elektronika służy nam do orientacji w terenie i planowania trasy, do wyszukiwania aktualnych informacji o miejscu, w jakim się znajdujemy, do kontaktu z bliskimi. No i wiadomo, nie byłoby Dwa Razy Ziemia, gdybyśmy nie zabrali ze sobą kilku sprzętów i nie wgrali im odpowiednich aplikacji. Kiedy wypada, znikamy w lesie na kilka dni bez netbooka i Internetu. Czasem lubimy też tak po prostu się zgubić, a potem odnaleźć z pomocą lokalesów. Chodzi nam przede wszystkim o to, aby dzięki elektronice naszą podróż prowadzić szybciej, wygodniej i lepiej.

Przez nasze komórki i netbooka przewinęła się dotąd masa bajerów. Wybraliśmy najlepsze i tylko te, z których rzeczywiście korzystamy i są nam niezbędne. Z jakich aplikacji korzystamy najczęściej? Co ułatwia nam podróż? Jakie narzędzia wykorzystujemy do prowadzenia bloga i fanpage’a? O tym wszystkim przeczytacie poniżej.

KOMÓRKA

6180104944_73e0a291aa_o

Mamy dwa smartfony na androidzie. Odnajdujemy się nimi w terenie, zarządzamy budżetem, szukamy informacji, sprawdzamy fejsa i mejla. Poniżej opisałem tych kilka aplikacji, które służą nam w podróży. Ich tytuły są podlinkowane. Klikając w nie przechodzicie bezpośrednio do Sklepu Play.

Home Budget Manager. Dzięki tej aplikacji trzymamy w ryzach nasz podróżniczy budżet. Wprowadzamy i planujemy wydatki (wg kategorii), kontrolujemy stan portfela, badamy, na co wydajemy najwięcej kasy (dzięki czemu pijemy później mniej Coca Coli). To taki nasz starszy brat, który przywołuje do porządku, kiedy nas finansowo ponosi. HBM ma tą przewagę nad konkurencją, że jest ultra prosty i przejrzysty, a do załatwienia sprawy wystarczy kilka kliknięć.

Testowaliśmy kilkanaście programów do zarządzania budżetem, HBM w swojej kategorii bije wszystko na głowę (choć korzystamy zaledwie z 30% jego opcji). Generuje statystyki, synchronizuje się z innymi urządzeniami, personalizuje wg potrzeb. Bajka.

Darmowa jest wersja próbna 30 dni. Koszt pełnej aplikacji wynosi ok. 10 zł.

Currency. Prosty, czytelny i intuicyjny kalkulator walut. Przydaje się, gdy podróż biegnie przez kilka krajów. Aktualizuje się z Internetem, dając gwarancję rzeczywistych cen. Z walut ma chyba wszystkie (miał i birmańskie kiaty i singapurskie dolary). W obsłudze prosty, intuicyjny, bez zbędnych bajerów.

Aplikacja jest darmowa. Wbudowane w nią reklamy są nieinwazyjne.

Maps.me. Kiedyś płatna, dziś darmowa (bez reklam). Nie ma lepszej aplikacji z mapami offline. Podejrzewam, że nie ma lepszej aplikacji z mapami w ogóle. Lepszej, czyli niezawodnej w obsłudze (skromnie wykonana praktycznie się nie zacina) i przede wszystkim dokładnej, jeśli chodzi o trasy (bazuje na otwartym projekcie OpenStreetMap). Ta apka to gigant!

Co do dokładności i bogactwa: kiedyś na zachodzie Birmy (zadupie) wylądowaliśmy w małej wiosce. Google.maps pokazała nam jedną główną drogę z trzema ścieżkami. Maps.me przedstawiła pełną sieć dróg i zabudowania (w tym jeden guest house, trzy knajpy i kilka pagód). Od tamtej pory z google.maps korzystamy tylko wtedy, gdy chcemy sprawdzić ukształtowanie terenu albo trafić do celu pieszo.

Jedyny minus (dla nas) aplikacji jest taki, że w opcji „nawigacja” nie można ustawić trasy pieszej (dostępna jest tylko samochodowa, uwzględniająca drogi jednokierunkowe).

Tripadvisor. Jeden z największych na świecie serwisów turystycznych. Mamy jego apkę na telefonach. Na początku służyła nam jako porównywarka hosteli. Rozbrat nastał wtedy, gdy zorientowaliśmy się, ilu tanich noclegów nie ma w bazie oraz jak można manipulować wynikami, kupując głosy w Internecie.

Tripadvisor ma jednak tę zaletę, że jest cholernie popularną aplikacją. Dość powiedzieć, że co trzecia knajpa w Azji ma jej naklejkę na drzwiach lub oknie. Masa ludzi korzysta z forum Tripadvisora, do którego dostęp można uzyskać również przez mobilną aplikację. I właśnie z powodu społeczności Tripadvisora i jej forum, które dla nas jest bazą informacji o cenach wstępów do atrakcji, recenzji hosteli i wskazówek (np. jak szybko i tanio dostać się z punktu A do punktu B), wciąż mamy apkę na naszych komórkach. Choć ostatnimi czasy do poszukiwania aktualnych informacji bardziej przydaje się nam www.travelfish.org.

DSCF3560

APKI DEDYKOWANE. W Nowym Delhi mieliśmy problem z metrem. Ciężko było nam znaleźć jego mapę, a co dopiero cennik przejazdów. W necie znaleźliśmy aplikację, która miała wszystko czego potrzebowaliśmy.

W Indiach TRZEBA zainstalować Cleartripa i IndianRail (bez tego zapomnij o podróżach koleją), w Bangkoku można pobrać mobilną mapę wraz z liniami autobusowymi, to samo w Singapurze czy Kuala Lumpur. W Malezji, jeśli podróżuje się autostopem, warto też pobrać Malaysia Survival Language. Czyli: za każdym razem, gdy trafia się w nowe miejsce (szczególnie duże aglomeracje miejskie), dobrze jest upewnić się, czy w necie można znaleźć przydatną, dedykowaną miejscu aplikację mobilną. To naprawdę sporo może ułatwić 😉

Mamy też kilka aplikacji zadaniowych, z których korzystamy sporadycznie. SMSoid’em wysyłamy wiadomości tekstowe bliskim z informacją, gdzie jesteśmy i czy wszystko gra (potrzebny dostęp do Internetu). Dzięki Couchsurfing komunikujemy się z hostami przez komórkę (a gdy ciężko nam znaleźć hosta, wspomagamy się Airbnb – wyszukiwarka noclegów u prywatnych osób). iPolak to poradnik na komórki prowadzony przez MSZ z podstawowymi ale bardzo przydatnymi informacjami na temat danego kraju oraz danymi kontaktowymi polskich placówek dyplomatycznych (na wypadek problemów). Do AnkiDroida wrzucamy podstawowe zwroty w języku kraju, w którym się znajdujemy. Uczymy się zwrotów i słów za pomocą funkcji fiszek wbudowanych w aplikację. Samych słówek szukamy online w tłumacz google lub offline w Wielojęzyczny słownik polski. Sky Map mamy zaś tylko dla funu 😉

A, no i Marta ma u siebie jeszcze Woman Log. W sumie korzystamy z niej oboje. Marta dostaje dzięki niej sygnał, kiedy ma zacząć szukać materiałów higienicznych pierwszej potrzeby (a czasem w Azji jest z tym ciężko). Ja dzięki niej upewniam się, w jakich dniach lepiej Marty nie drażnić.

Nad powszechnymi i popularnymi aplikacjami jak facebook, whatsapp, tłumacz google, czy tymi randomowymi, wbudowanymi w Androida (kalkulator, kalendarz, notatnik) nie będę się rozwodził.

NETBOOK // APARAT FOTO

DSCF0875

The new X20. I've choosen mine in Green Version. A real great camera for street photography.

Nasz Acer Aspire V5 to nie jest bojowy sprzęt. Czasem czujemy się, jakbyśmy w podróż po Azji wybrali się Ładą albo Maluchem. Dlatego netbooka, jeśli nie służy nam akurat do przeglądania Internetu, wykorzystujemy zazwyczaj do pisania treści dla Dwa Razy Ziemia i przygotowywania zdjęć.

FastStone Image Viewer. Zdjęcia pstrykamy Fujifilm X20. FIV jest naszą kosiarką do ich obróbki. Photoshop za dużo wymagał od Acer’a, więc znaleźliśmy coś prostszego i lżejszego. FIV póki co sprawdza się nieźle. Zmniejszamy, kadrujemy, wyostrzamy, rozmywamy, kolorujemy, sortujemy i konwertujemy nim (ręcznie i automatycznie, solo i grupowo) wszystko, co natrzaskamy w drodze. Ładny interfejs, sporo możliwości, obsługa ogromnej ilości plików graficznych. Póki co bezbłędny i stabilny. Jak na darmowy program – super.

Sprzęcior często ma chwile słabości, podobnie miejsca, do których trafiamy (w sensie, że prąd pojawia się i znika. Lub w ogóle się nie pojawia) dlatego wozimy ze sobą zapasowe baterie do telefonów i aparatu foto, tajski Power Bank (20 000 mAh za 19 zł) i przejściówki do gniazdek (potrzeba pierwszej kategorii dla osób, których podróż przebiega po kilku krajach).

KAMERA

Trzy dni przed wylotem z Warszawy podjęliśmy decyzję o zakupie kamery (action cam). Aby nie hipsterować, zamiast GoPro zdecydowaliśmy się wziąć Sony HDR-AS 20. Ma wodoszczelną obudowę, szerokokątny obiektyw, nagrywa w kilku rozdzielczościach (w tym w HD), ma wbudowane WiFi (połączenia na linii kamera – smartfon oraz kamera – komputer). W pięć miesięcy nagraliśmy 60 GB materiału. Problem z ich publikowaniem jest taki, że kamera spisuje się świetnie, jednak nasz sprzęt do obróbki (netbook) nie dźwiga ciężaru edycji i udostępniania projektów.

Całkiem niedawno odkryliśmy Youtube Editor. To wbudowany w przeglądarkę (w youtube) edytor filmów, pozwalający na (a) zrzut i łączenie przesłanych na yt filmów, (b) przycinanie, dodawanie muzyki i innych bajerów w projekcie i (c) ostatecznie publikowanie filmów na yt. YE jest banalny w obsłudze, jednak największą jego zaletą jest to, że poza dobrym dostępem do Internetu i posiadaniem przeglądarki nie ma większych wymagań (co do sprzętu i oprogramowania).

Play Memmories Home + Mobile. Sony próbuje tworzyć wspólne środowisko dla swoich usług i urządzeń. Dlatego przy zakupie kamery dostaliśmy dedykowane oprogramowanie. Play Memmories Home to program na kompa, umożliwiający katalogowanie, edycję i udostępnianie filmów i zdjęć wykonanych action cam’em. Nie korzystamy z tego, bo nasz netbook krztusi się już przy samym włączaniu tego programu.

Play Memmories Mobile ma w zasadzie dwie funkcje. Pierwszą jest bezprzewodowe przesyłanie zdjęć za pomocą WiFi z kamery do kompa. Z tego nie korzystamy. Drugą jest zdalne sterownie kamerą (+podgląd obrazu) za pomocą smartfona. To już całkiem fajna sprawa. Działa to jak zewnętrzny pilot i ekran do kamery. Chociaż skonfigurowanie urządzeń nie jest proste, a wszystkim podgląd kamery na smartfonie potrafi być opóźniony albo na chwilę się zaciąć, PMM znacznie ułatwia sprawę przy kręceniu filmów.

INTERNET

W Azji bywa z nim różnie. W Birmie to biały kruk. Jeśli się już trafi w jakimś hostelu, to ślimaczy się potwornie. W Indiach i na Sri Lance wcale nie jest lepiej. W południowo-wchodniej części kontynentu już łatwiej o dostęp do Internetu (i to z przyzwoitą prędkością). Jednak my zawsze staramy się zakupić kartę sim z pakietem danych. Jak dotąd było to wszędzie możliwe, zaś pakiet 1GB – 1.5GB był wydatkiem rzędu 20-30 zł, czyli znośnie.

Internet służy nam w podróży do kontaktu z bliskimi, ubezpieczycielem i bankiem (skype, panele użytkownika). Poza tym szukamy dzięki niemu informacji o danych miejscach (Travelfish.org, Tripadvisor – forum), a na początku podróży również tanich biletów (Skyscanner, Cleartrip). Jeśli chcemy na bieżąco prowadzić bloga (WordPress.org) i fanpejdża, potrzebujemy w miarę stałego dostępu do sieci.

Zawsze kupujemy tylko jedną kartę sim. Każdy z naszych smartfonów umożliwia ustawienie hotspota, dzięki czemu resztę urządzeń (netbook, drugi smartfon) bezprzewodowo łączy się z Internetem. Czasem, kiedy śpimy w hostelu, okazuje się że w cenie mamy WiFi, z tym, że dostępne tylko na jedno urządzenie. Wtedy przydaje się Connectify. Do Internetu podłączamy netbooka, następnie odpalamy program i konfigurujemy połączenie, dzięki czemu netbook zamienia się w hotspota przy okazji wciąż łącząc się z Internetem.

Program jest banalny w obsłudze, a jego darmowa wersja w zupełności wyczerpuje podróżnicze potrzeby. Podobno działa tylko na systemach WIN 7 oraz WIN 8. My nie mieliśmy żadnych problemów z jego konfiguracją i działaniem również na naszym XPku.

A wy? Jakich aplikacji i programów brakuje wam w naszym zestawieniu? Korzystacie z czegoś, co mogłoby uzupełnić naszą listę? Podzielcie się pomysłami i opiniami w komentarzach! 🙂

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *