Frankfurter Hauptfriedhof – tajemniczy ogród skryty w cieniu wieżowców

Cmentarz we Frankfurcie

Mieszkałem we Frankfurcie pół roku. Wystarczająco długo, aby poznać finansową stolicę Europy, odkryć dzielnicę drapaczy chmur na Mainhattanie, fancy plaże na dachach kamienic, miejskie parki, promenady nad Menem, muzea i klimatyczne uliczki dzielnic Sachsenhausen i Bornheim. Tymczasem gdybym miał wskazać jedno miejsce, które zrobiło na mnie największe wrażenie, wskazałbym na główny cmentarz – Frankfurter Hauptfriedhof. Perłę tego miasta, którą omijają turyści i nie doceniają mieszkańcy.   

Frankfurter Hauptfriedhof to nie tylko nekropolia, w której wędruje się w ciszy i oddaje się hołd umarłym. Ukryta w centrum ruchliwego miasta, nieoznaczona na mapie, bogata w brakującą w tym miejscu miasta zieleń – przywodzi skojarzenia z tajemniczym ogrodem. Ogrodem, który jest wielkim muzeum pod gołym niebem, pełnym dzieł sztuki architektury funeralnej.

Stoję na Eckenheimer Landstrasse, spluwam przed siebie zebrany z ruchliwej drogi kurz. Białe kołnierzyki, jak zaprogramowane zombie, podążają utartym szlakiem z biurowca do metra. Przede mną wysoki, zaniedbany mur. Uciekam w jeden z małych portali, aby złapać oddech. Kilkanaście kroków później wydaje mi się, że nie tylko zszedłem z drogi, ale że przeniosłem się setki kilometrów od Frankfurtu.

Jestem na cmentarzu. Pierwsze wrażenie – oaza ciszy i spokoju. Przemierzam aleje pełne granitowych nagrobków z zagadkową symboliką znaną tylko najbliższym osoby zmarłej i autorom dzieła. Przepiękne rzeźby, posągi, mauzolea i krypty toną w gęstwinie buków, dębów, jaworów i kasztanowców. Nad głową słyszę śpiew ptaków, wow, w tym mieście jednak mieszkają zwierzęta! Z pierwszej napotkanej tablicy informacyjnej sczytuję, że 80 hektarów cmentarza jest naturalnym schronieniem dla wielu zwierząt.

Dochodząc do centrum odnajduję monumentalny kompleks budynków w neoklasycznych formach, w środku urządzonych w stylu secesyjnym. Trafiam na kolejną tablicę i chłonę kolejne ciekawostki. Cmentarz powstał w 1828 roku jako panaceum na wielki problem Frankfurtu, jakim był cmentarz Peterskirchhof i mu podobne, które przepełnione – roznosiły w otoczeniu smród zgnilizny i rozkładu. Ale Sebastian Rinz, miejski ogrodnik, nie chciał zastąpić istniejących kolejną, ponurą nekropolią. Razem z architektem Friedrichem Rumpfem zbudowali go w stylu angielskich parków krajobrazowych na prostokącie, tak, aby stworzyć melancholijny ogród pamięci.

Obchodzę cmentarz wszerz i wzdłuż, mijam łącznie 68.000 grobów, których tablice pamięci czyta się jak książkę historii Frankfurtu. Utknąłem, nie potrafię stąd wyjść, nie chcę. Tajemniczy ogród jest pomnikiem zasłużonej przeszłości tego miasta i kraju. Trafiam na nagrobki Theodora Adorno, Ricardy Huch i Arthura Schopenhauera. Odkrywam pomnik żołnierzy I i II wojny światowej ogrodzony ponad dwoma tysiącami tablic pamięci. W innej części odnajduję pomnik pożaru sterowca Hindenburg, w jeszcze innej pomnik katastrofy lotniczej z 1996 roku.  

W końcu przypadkowo dochodzę do tej części cmentarza, w którą człowiek zdaje się nie ingerować, która już zupełnie zdominowana jest przez naturę. To Stary Cmentarz Żydowski, który kryje w sobie niebywały klimat, odosobnienie, szacunek i – niestety – zapomnienie.

Cmentarze wzbudzają we mnie ambiwalentne odczucia. Kojarzą mi się co najwyżej z miejscem kontemplacji i refleksji. Ale Frankfurter Hauptfriedhof to nie tylko jeden z największych cmentarzy Niemiec. To kompozycja klasycznej nekropolii, pełnego fauny i flory parku oraz muzeum dzieł sztuki rzeźbiarskiej. Tajemniczy ogród, który zachwyca bardziej z każdą godziną przebywania z nim.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE I MAPA:

 

 

Wejścia i wyjścia są zlokalizowane: przy ulicy Eckenheimer obok Versorgungsamt, przy ulicy Marbachweg obok Centrum Społecznym, na rogu ulicy Marbachweg i  Giessen, przy ulicy Friedberger Landstrasse oraz na rogu ulicy Rat-Beil-Straße i Gruftenweg.

Stary cmentarz żydowski znajduje się w części południowej (wejście od ulicy Rat-Beil-Straße). Nowy Cmentarz Żydowski znajduje się na rogu ulic Landstrasse i Marbachweg.

Cena: brak opłat.

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *