Jak pachnie Radżastan?

Stań na środku ruchliwej ulicy, wśród bazarowego gwaru, złap się mocno poręczy w autobusie, usiądź na zimnej posadzce kolejowego dworca, pochyl się nad kobietą sprzedającą kwiaty przy świątyni, wyciągnij się na leżance dusznego pociągu klasy sleeper, zajrzyj do pracowni miniaturzystów, pogłaskaj leniwą krowę, podejrzyj recytującego mantry sadhu, zgub się wśród kolorowych sklepików z szalami i bibelotami, zaśnij na pustyni, przeczekaj nagły deszcz pod rozłożystym drzewem, popatrz na zachód słońca nad ghatami, stań na najwyższej górze w okolicy, obejmij wzrokiem miasto… i weź głęboki wdech. Co czujesz?

W nucie głowy, przy pierwszym kontakcie, wyraźnie czujemy intensywną mieszankę zapachu świątynnych kadzideł, smażonych samosów oraz męskiego moczu (spójrz, ktoś sika przy murku i zupełnie się tego nie wstydzi). Zapachy głowy powinny być lekkie i szybko się ulatniać – te jednak zostaną z nami na długo, wręcz na zawsze. Czy to znaczy, że zapach Radżastanu jest źle skomponowany? Przecież szybko dołącza do niego lekka woń dopiero co upieczonych ciastek, słodkiego bananowego lassi i ziół odświeżających oddech. O, kierowca żuje pan masalę – zapach orzechów betelu, kardamonu oraz limonki ni z tego ni z owego zaczyna wypełniać cały autobus. Nie trzeba mieć świetnego węchu, by przywitała nas wkrótce woń róż ze świątyni Kriszny – ta jedna, ofiarowana przez nieznajomą hinduskę róża zdaje się pachnieć jeszcze bardziej intensywnie.

Jakby tego było mało, zapach ludzi, którzy mijają się na ulicy, też tworzy jedyną w swoim rodzaju mieszankę – woda po goleniu, muśnięcie sari zadbanej kobiety (na pewno spryskała przed chwilą swoją szyję wodą różaną), olejek migdałowy wtarty we włosy, mydło, kwaśny zapach męskiego potu i trudna do zidentyfikowania gorzka woń, którą czujemy, gdy małe umorusane dziecko o wielkich oczach wystawia dłoń w żebraczym geście… O, i jeszcze sprzedawca czaju w pociągu – o 6 rano budzą nas jego okrzyki, ale gdy zapach herbaty z mlekiem i przyprawami mówi nam „dzień dobry”, jesteśmy w stanie wybaczyć wszystko. Czy wybaczymy zatem zapachy rynsztoku, śmieci i fekaliów, które wdzierają się siłą do płuc, gdy pociąg zatrzymuje się na stacji?

W nucie serca rozbrzmiewają akordy przypraw: szafran, curry, zielony pieprz, chilli, wszelkie możliwe masale na wszelkich możliwych potrawach. Z kuchni dochodzi do nas zapach warzyw, soczewicy, cebuli – na razie możemy się tylko domyślać, co z tego powstanie. Ale już za chwilę czujemy wyraźnie: dal baati, paneer butter masala, kofta; młody kucharz sprawnie ugniata chlebek chapati i kładzie na rozgrzanej płycie, smaruje masłem ghee, pakora wesoło skwierczy wrzucona do głębokiego tłuszczu…  Tymczasem dolatuje do nas też zapach ułożonych w wymyślne kształty, suszących się na słońcu krowich placków oraz mokrej sierści psa, który przez nieuwagę wpadł do jeziora. Rozgrzany pył ruchliwych ulic atakuje znienacka i łączy się z duszącymi spalinami – nagle nie możemy złapać oddechu, musimy gwałtownie odkaszlnąć… Ale wystarczy zamknąć oczy, by wiatr przyniósł zapach pustyni, szorstkiej skóry wielbłąda i gotowanych na ognisku, dobrze przyprawionych warzyw.

Cały ten obłęd scala się w nucie głębi. Zimny zapach wilgotnych posadzek hinduistycznych świątyń, ciepły zapach piaskowca fortów… Czy czujecie woń dawnych wieków, gdy triumfy święciły radżpuckie klany, gdy księżniczki zerkały przez ażurowe okienka na uliczne życie, gdy na bazarze sprzedawano najlepsze materiały i najznakomitsze korzenne przyprawy? A zapach palonych ciał, kiedy to niewiasty, nie chcąc dostać się w muzułmańską niewolę, popełniały dżauhar – odważnie rzucały się w ogień? A gorące łzy dzieci, które szły wraz z nimi na śmierć?

Czy kilkaset lat temu, tak jak dziś, zapach stęchlizny, wilgoci i palonych w bocznych uliczkach śmieci wywoływał mdłości? Czy wieczorne powietrze potrafiło być rześkie, a zapach świeżych owoców był tak rozkoszny, że chciałoby się je jeść prosto z ręki ulicznego sprzedawcy?

Stojąc na środku ruchliwej ulicy, wśród bazarowego gwaru, trzymając się poręczy w autobusie, siedząc na posadzce dworca… szybko zorientujesz się, że Radżastan nie ma jednego, dominującego zapachu. To, co obrzydliwe, szybko przechodzi w smakowitą ucztę dla zmysłów, a potem znów atakuje obrzydliwościami. Śiwa, król tancerzy, wciąż tworzy i niszczy światy w swym tańcu – zapachy, królowie zmysłów, tworzą i niszczą Radżastan w swym szaleństwie.


26

25

zapachy2

zapachy3

DSCF0200

zapachy6

zapachy4

 

Dziewczyna z sąsiedztwa i sportowa łamaga. Jej drugie imię to Sprzeczność. Boi się skakać do wody na główkę, a jednocześnie jara się lotem na paralotni. Boi się jeździć na nartach, ale uwielbia przemieszczać się stopem. Nie widzi problemu w zmianie swojego życia o 180 stopni. Zawodowo: event manager i copywriter. Społecznie: psi wolontariat. Podróżnicza specjalność: kraje azjatyckie, tuptanie po równinach i górach oraz Wszędzie-Byle-Rowerem.

komentarz

  1. mama
    28 marca 2015

    Aż czuję siè te zapachy w każdym przyprawionym słowie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *