Kirgistan na rowerze – informacje praktyczne, ceny, wskazówki

Czterech kumpli bez rowerowego doświadczenia w 11 dni przejechało 788 km po surowym kraju, którego obszar w 93% pokryty jest górami. Choć większość wyjazdu towarzyszyła im choroba faraona, twierdzą, że była to jedna z większych przygód w ich życiu, którą powtórzyliby nawet wybudzeni w środku nocy. Tu nie będzie wspominek, bo to wpis praktyczny – od narodzin pomysłu, przez logistykę, po realizację. Co, gdzie i za ile. Dla tych, którzy chcieliby ruszyć w podobną podróż.

Przekuć marzenia w realizację? Bruderszafta ze mną pij!

Przepis na Kirgistan na rowerze był prosty jak zrobienie makowca. Miejsce, pomysł i skład ustaliliśmy z Krzyśkiem, Witkiem i Marcinem w pięć minut w grudniu 2015 roku przy wódeczce. Początkowo mieliśmy wyskoczyć na weekend w Bieszczady, na pieszą wędrówkę. Z kolejnym kieliszkiem nabieraliśmy odwagi, w końcu zrobiło się romantycznie, że może by tak spuścić się z helikoptera z jedną puszką konserwy i nożem, zimą, w paśmie Tienszanu. Ostatecznie stanęło na objechaniu Kirgistanu rowerem.

Damian: Krzychu, pamiętasz, czy my wczoraj bredziliśmy o jakieś rowerowej przygodzie?

Krzysiek: Stary, właśnie dzwonili do mnie Witek i Marcin. Jarają się jak choinki na wigilię, Marcin już szuka biletów lotniczych, a Witek klepie urlop jak Najman matę! 

I tak właśnie urzędnik legislacyjny, rzeczoznawca majątkowy, analityk biznesowy i finansista, czwórka kumpli, na co dzień mieszkająca w trzech różnych miastach, spotyka się po latach i umawia na wspólną wyprawę, która odbywa się w pierwszej połowie września 2016 roku.

JAK TO PRZYGOTOWAĆ?

Musieliśmy uwzględnić, że: (a) ówczesna firma Damiana wysyła go na pół roku do Frankfurtu, (b) mamy do ogarnięcia masę logistyki, (c) trójce z nas przydałyby się trening, bo dotąd na rowerze jeździliśmy, ale co najwyżej po bułki do piekarni.

Algorytm wypluł nam wrzesień i te pół roku okazało się optymalne, aby ze wszystkim się wyrobić. Spotykaliśmy się regularnie na skype, utworzyliśmy konwersację na facebooku, ustalenia wrzucaliśmy na google docsy. Podzieliliśmy się zadaniami, Witek ogarniał rowery, Marcin bilety lotnicze, Krzysiek trasę a Damian noclegi i inne pierdółki. Mieliśmy też Martę, która ogarniała promocję projektu „Portugistan – rowerami dla Olega” (bo jak wiecie lub niebawem się dowiecie, Marta wraz z Basią zorganizowały podobną wyprawę, z tym, że do Portugalii – więcej we wpisie Rowerami przez Portugistan. Część 2: Portugalia. Baby na rowery!). Dzieliliśmy się zadaniami i byliśmy skuteczni jak Bruce Lee karate mistrz!

Zorganizowaliśmy trzy obozy kondycyjne, we Frankfurcie, Bielawie i na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Każdy też ćwiczył co nieco na własną rękę, Krzysiek obiegał kwadratem osiedlowego orlika (wychodziło ok. 50 okrążeń dziennie), Witek wpadał rowerem w Beskidy do teściów na rosół i schabowego, Damian wjeżdżał na Feldberg, a Marcin chodził na basen i spinning. A i tak wszyscy mieliśmy dość sporą nadwagę we wrześniu.

JAK OGARNĄĆ ROWERY?

Wziąć swoje z Polski czy wypożyczyć na miejscu? Dymiły nam czachy, gdy trzeba było to rozstrzygnąć. Koszty były podobne (transportu vs wypożyczenia), omal nie rzucaliśmy monetą. W końcu obraliśmy strategię jak Chodkiewicz pod Szczekocinami. Najpierw napisaliśmy do Denisa i Olgi z firmy Freebike z Bishkeku (w googlach można znaleźć bodaj trzy wypożyczalnie, w mieście jest ich więcej), a gdyby ustalenia szły jak po grudzie, wtedy wdrożylibyśmy plan B z naszymi rowerami w samolocie. Dobrze nam się jednak gadało z Olgą po angielsku i Denisem po polsko-rosyjsko-kirgisko-angielsku (Nobla dla ziomków, którzy urodzili google translatora). Dostaliśmy mejlowo zdjęcia rowerów, sakw, podobno grupową zniżkę, zapewnienie o rowerach odpicowanych na cito przed startem i obietnicę wspólnego piwka po powrocie. To piwko to był taki języczek u wagi, który przechylił szalę. I wiecie co? Freebike zrobił robotę 10/10, na słowie Olgi i Denisa polegaj jak na Zawiszy.

Kluczowe info jak wypożyczyć rowery w Biszkeku
skorzystaliśmy z http://www.freebike.kg / 10 euro za dzień za osobę / sakwy + sprzęt naprawczy dostaliśmy w cenie / najlepiej kontaktować się przez: freebike@mail.ru / freebikekg@gmail.com / Osoby kontaktowe: Olga (j. angielski i j. rosyjski) i Denis (j. rosyjski). / Last but not least – po wszystkim Denis stawia piwko! 😉

Jeden z rowerów Denisa (o pełnym takielunku). Wyglądają godnie.

BILETY LOTNICZE, SZCZEPIENIA, WIZY, UBEZPIECZENIE

/BILETY LOTNICZE/ Pół roku przed bez specjalnego polowania na promocje ustrzeliliśmy Turkish Airlines Praga-Stambuł-Bishkek-Stambuł-Praga w cenie 1484 zł z bagażem rejestrowanym 30 kg. /WIZY/ Kirgistan to taki kumpel podróżnika, ponieważ do 60 dni obowiązuje tam ruch bezwizowy. Wszystko idzie gładko na lotnisku, żadnych przypałów z pieczątką do paszportu. /SZCZEPIENIA/ Do Kirgistanu obowiązkowymi szczepieniami są: WZW B oraz dur brzuszny, ale fajnie poszerzyć je o resztę Wielkiej Piątki. /UBEZPIECZENIE/ wybraliśmy korzystając z wyszukiwarki rankomat.pl, z której najkorzystniej wyglądał AXA Assistance (165,75 zł za 14 dni).   

NOCLEGI, JĘZYK, OBYCZAJE, ŻYCIE

Tydzień przed wyjazdem za 180 zł wypożyczyliśmy namiot Darwin4+ w firmie Woda Góry Las. Zamówiliśmy model 6,2 kg, wieczór przed wyjazdem kurier przywiózł nam namiot niezgodny z umową, model Galileo4 z wagą 12 kg. WGL dał dupy, oddał hajs po wszystkim i dorzucił śmieszną zniżkę na kolejne wypożyczenia, niesmak pozostał. Stanowczo odradzamy interesy z WGL!

Ostatecznie udało się wypożyczyć namiot na miejscu, w Treking Union of Krgyzstan – www.tug.kg -trzyosobowego RedFoxa za skandalicznie małą ilość somów (nie pamiętam dokładnie, coś między 60-90 zł), bez kaucji. TUoK to miejsce na wzór informacji turystycznej, ale mają sporo sprzętu do wypożyczenia, nie tylko namioty, mówią po angielsku i na całym zespole również można polegać jak na Zawiszy.

Z tym namiotem to jednak podejrzana sprawa. Bo choć mieliśmy go przy sobie… rzadko mieliśmy okazję z niego korzystać. W Bishkeku nocowaliśmy u przecudownej rodziny znalezionej przez Couchsurfing, zaś na trasie często i wbrew naszym planom byliśmy zapraszani na nocleg do lokalnych domów. Bo…

…bo Kirgizi to bardzo sympatyczni ludzie, szczególnie ci napotykani poza dużymi miastami – na wsiach, w małych miasteczkach czy na połoninach, w trakcie wypasu owiec. Posługują się językiem kirgiskim (bliżej mu do tureckiego niż rosyjskiego), ale większość starszych osób posługuje się także rosyjskim. Jedynie w dużych miastach można spotkać ludzi posługujących się angielskim, dlatego warto przyswoić sobie kilkanaście podstawowych słów i zwrotów. 

SPRZĘT GŁÓWNY – BAGAŻ, APTECZKA 

Złota zasada brzmi zabierz-jak-naj-mniej-bagażu, a potem zostaw z tego połowę. Sto gram więcej na rowerze odczujesz jak jeden kilogram w eterze. Jako żółtodzioby zaczęliśmy selekcję sprzętu na poziomie 12-15 kg osoba, w dniu wyjazdu każdy z nas miał w swoich sakwach około połowę mniej.

NASZ MUST HAVE - OSOBA
 
NASZ MUST HAVE - ZESPÓŁ
 
APTECZKA

 

KIRGISTAN ROWEREM W SKALI TRUDNOŚCI 

Zacznijmy od tego, że 93% powierzchni Kirgistanu pokrywają góry. Potem przejdźmy do tego, że jakość dróg pozostawia wiele do życzenia, więcej niż połowa naszej trasy prowadziła drogą szutrową, momentami kamienistą.

Przygotowaliśmy się fizycznie, na rowerze lubimy cwaniakować „że co? Ja nie dam rady?!” a i tak bywało ciężko. Nie będziemy Kirgistanu demonizować, ba, w jego krajobrazach i ludziach się zakochaliśmy, ale trzeba mieć kondycję i moc, aby podróżowanie rowerem dawało przyjemność. Porównując do Polski, to tak, jakby rowerem jeździć po Sudetach i Tatrach w XVII wieku.

Kirgistan w liczbach, czyli: 93% pokryty górami, 6 mln mieszkańców, niemal 30 osób przypada na kilometr kwadratowy. Z drugim najwyżej położonym jeziorem śródlądowym świata (Issyk-Kul). Co oznacza serduszko? Dobre pytanie! Przeciętny Kirgiz wypija 4,3 litra wódki rocznie i dotąd żaden z nich nie otrzymał Oscara. 

NASZA TRASA

CO NAS MILE ZASKOCZYŁO A CO ROZCZAROWAŁO

/minus/ Jedzenie: Gdyby Magdę Gessler wysłać do Kirgistanu, daję dychę, że po trzech dniach wypisałaby się z branży i wyjechała w Bieszczady. Bo o ile lokalne bakalie to mistrzostwo świata, o tyle lokalne potrawy są dość monotonne, tłuste i niesmaczne. A i jakość produktów pozostawia wiele do życzenia, szczególnie mięso i nabiał. Jedliśmy i lagmany (baranina, makaron, warzywa), i manty (pierożki podobne do gruzińskich chinkalii), i plow (ryż z baraniną), i lepioszki (kirgiski chlebek) – i za żadnym z tych dań nie tęsknimy.

/minus/ Drogi krajowe, czyli szaleni kierowcy, spaliny, zbyt duża ilość samochodów vs zbyt mała ilość dróg: Zamykasz oczy. Przenosisz się do Łodzi z 1978 roku i zdzierasz z jezdni asfalt zostawiając dziury. Nabombieni Janusze prują trabantami, wyprzedzają na trzeciego, w dupie mają rowerzystów na składakach. Zaciągasz się spalinami, oh! ale teraz dałeś w płuco! Zaraz spadnie deszcz, a ty cieszysz się jak dziecko, bo zmoczy kurz, który już zgrzyta w zębach i smakuje jak siano. Otwierasz oczy. To nie Łódź 1978, to Kirgistan 2017.

/plus/ Gościnność: Po śmierci wszyscy dobrzy ludzie idą do nieba, a potem rodzą się na nowo w Kirgistanie. O ile w dużych miastach podejście lokalsów do turystów jest ambiwalentne, o tyle za rogatkami dzieją się rzeczy magiczne. Zdarzało nam się przy drodze pytać starszą kobietę o sklep, po czym byliśmy zapraszani wgłąb wioski no nocleg do chaty. Kilkanaście sekund po zgodzie na wspólne zdjęcie z lokalsami Witek trzymał już butelkę kumysu w ręce. Zaś to, jak gościnnie potraktowali nas Kirgizi w trakcie Couchsurfingu w Bishkeku, przejdzie do księgi Guinnessa. 

/plus/ Krajobrazy: Bishkek i większe miasta wieją sandałem i nie pozostawiają w pamięci żadnych śladów. Ale to, jak wyglądają góry, jeziora, połoniny czy równiny tego kraju, to jest magia, mokry sen daltonistów, to jest coś, co każdy w swoim życiu powinien zobaczyć i przeżyć. Nie potrzeba szepcącego do uszka Mickiewicza ani wzruszającego soundtracku z Króla Lwa. Facet, który na co dzień nie je miodu, bo żuje pszczoły, nie da rady i uroni łzę.

Czy hajs się zgadzał?

No właśnie, ile nas to wszystko kosztowało? Przyjmijmy, że do podsumowania nie wliczamy sprzętu biwakowego i odzieży, ponieważ każdy z nas czymś już dysponował, jakoś to w czwórkę pozbieraliśmy po szafach swoich i znajomych i jeśli ktoś musiał coś dokupić, to po pierwsze we własnym zakresie, a po drugie z myślą o przyszłości. Reszta wyglądała tak (koszt na osobę):

  • Bilet lotniczy: 1484 zł
  • Ubezpieczenie: 167,75 zł
  • Wynajem rowerów: 510 zł
  • Wynajem namiotu (oszacowany): 20 zł
  • apteczka + 2 liofilizaty: 34,25 + 60 zł = 64,25 zł
  • środki własne na podróż: 600 zł

RAZEM: 2844 za 14-dniową podróż rowerową za osobę. 

PODSUMOWANIE PODSUMOWANIA

Ciężko powiedzieć, jak dużo informacji zmieniłoby się, gdybyśmy zorganizowali wyprawę raz jeszcze lub już dysponując podobnymi doświadczeniami. Wydaje mi się, że zmieniłoby się niewiele, ale nie dlatego, że takie z nas były cwaniaki i geniusze organizacji, tylko, że przygotowując się do Kirgistanu, bazowaliśmy na opiniach i historiach innych podróżników. Czytaliśmy fora internetowe, blogi podróżnicze, uczestniczyliśmy w prelekcjach rowerowych, spotykaliśmy się z rowerowymi wyjadaczami. 

Udało nam się tak zorganizować naszą wyprawę, że dziś wspominamy ją z rozrzewnieniem.

Jeśli macie pytania, uwagi lub luźne spostrzeżenia, do organizacji rowerowych wypraw, do tego, w jaki sposób my stworzyliśmy naszą, podzielcie się w komentarzach! Zawsze znajdziemy czas na odpowiedź, a za każdą dyskusję będziemy wdzięczni.

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarze

  1. Kajko
    7 czerwca 2017

    Może możecie udostępnić swoją trasę poprzez google maps? Nie ukrywam, Kirgistan mi się marzy i już prawie jestem tam jedną nogą. Ale!, proszę usilnie (i kłaniam się nisko już teraz w podzięce), za rozszerzenie informacji praktycznych.
    Pozdrowienia z bieszczadzkiego końca świata! 😉

    Odpowiedz
    1. damian
      10 czerwca 2017

      Kajko, dzięki za sugestię – dodałem mapkę do strony. Nie wyznacza trasy po linii, ale pokazuje start-metę i na tej podstawie łatwo można określić dokładnie bieg naszej wyprawy. Lepiej się nie da, wtyczka nie pozwala nam rysować biegu trasy.

      A jeśli chodzi o więcej szczegółów organizacyjnych naszej wyprawy, to śmiało możesz pisać na dam.baranski@gmail.com albo przez fejsa 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *