Klassikstadt Frankfurt – mokry sen Januszy motoryzacji

Wyobraź sobie miejsce, w którym pracują papieże motoryzacji, gdzie spełnia się mokry sen Mirków wulkanizacji, gdzie stężenie klasycznych Lamborghini, McLarenów i Aston Martinów na kilometr kwadratowy jest większe niż w całym bloku wschodnim Europy. Czymś takim jest Klassikstadt, skryta w dzielnicy przemysłowej Frankfurtu mekka samochodowych świrów.

Żaden ze mnie znawca motoryzacji, ledwo odróżniam Audi od Wolfswagena, ale spacerując po Klassikstadt miałem oczy jak pięciozłotówki, coś jakby w Biedrze złapać przecenę na kabanosach albo jakby na koncert do Kowar przyjechał sam Pan Artysta Krzysztof Krawczyk.  

Klassikstadt mieści się przy Oberstrasse 4 w dzielnicy Fechenheim we wschodniej części miasta. Miejsce ukryte we Frankfurcie lepiej niż folder z gołymi babami na komputerze rodziców albo niejedno oświadczenie majątkowe polskiego polityka. Tak ukryte, że samemu nie udało mi się tego ustrzelić, choć zjechałem w mieście rowerem każdy chodnik i psią budę. Wpadł na to miejsce mój kumpel Marcin – jak możesz się domyślić, zupełnie przypadkowo. A potem było tak:

Dojeżdżam po wskazówkach na miejsce i z miejsca spadają mi buty. Stoję przed pokrytą cegłą i łukowymi oknami byłą fabryką maszyn rolniczych Mayfarth z 1910 roku, która później służyła za drukarnię bonów oraz magazyn mundurów celnych, a którą w 2010 roku przebudowano na Klassikstadt. Wokół przestronna przestrzeń, zielona okolica, przede mną 26 000 metrów kwadratowych, ponad 400 pojazdów z różnych epok, 35 warsztatów i punktów usługowych. Jeszcze przed wejściem na parkingu witają mnie BMW Z1, McLaren 650S i Volvo P1800. Czekam, aż przy wejściu powita mnie Sean Connery i wręczy mi kieliszek szampana słowami „you call it luck. I call it destiny.”. Tymczasem tylko pani z obsługi mierzy mnie głęboko wzrokiem jakby pytając: „zgubiłeś się, chłopczyku? Wytrzyj się pod nosem”.

W środku inny świat. Najpierw zderzam się z warsztatami, w jednym przy podwieszonym Ferrari dłubie koleś, który wygląda jak cholerne wymieszanie zegarmistrza i rzeźbiarza. Na stole porządek większy niż u Rurka w studiu TVNu. Przechadzam się dalej i mijam kolejne warsztaty, w tym takie, w których stare jak stopy Mojżesza modele samochodów przywraca się do życia. A dalej biura, leasingi, skup i sprzedaż aut historycznych, butiki z akcesoriami odzieżowymi i samochodowymi, gdzie zamiast szyldów Luisa Vuittona czy Gucciego wiszą szyldy Pyritz Classic, Lotus czy Williams Classic.

Ale to, co w środku na czterech piętrach tego miejsca robi największe wrażenie, co zatyka i powoduje spadek cukru, to wystawa pojazdów. Od fascynujących, kultowych modeli minionych dekad, przez legendarne marki jak Lamborghini, Rolls Royce i Delahaye, po auta wyścigowe i supersamochody naszych czasów. Cześć jest tam na sprzedaż, do wynajmu lub w ramach wystawy okresowej, część jako prywatna kolekcja, zaś część się po prostu garażuje, bo właściciele nie mają u siebie odpowiedniego miejsca albo w ten sposób zabezpieczają się przed kradzieżą (i tak codziennie dzwonią, żeby dla relaksu posłuchać silnika).

Jasnoczerwone 1963 Porsche 356 S.C. z 1963 roku, Jaguar E-Type z 1969 roku, Ferrari Dino 246, Jaguar XJ220, Shelby AC Cobra, Ferrari FXX (jako jeden z 31 wyprodukowanych na świecie!). Gdyby Sulejman Wspaniały lubił samochody, tak właśnie wyglądałby jego harem. Auta droższe niż całe moje życie, na same felgi musiałbym zaciągać pożyczkę. W jednej chwili czuję, jakby ktoś mnie wysłał w przeszłość, by po chwili czuć, że jestem już w dalekiej przyszłości. Z tych wspomnień i marzeń co chwila wytrącają mnie inni goście, ktoś tam wącha blachę, chrom i aluminium, ktoś tam liczy w kalkulatorze, czy zdąży przed śmiercią zebrać dukatów na to odrestaurowane Porsche Carrera RS 2,7.

To nie jest wystawa pojazdów, to wystawa samochodowych emocji i kosztowności. Tak jak budynek Klassikstadt jest oficjalnie częścią Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego, tak jego skład można nazwać muzeum dziedzictwa motoryzacyjnego.

Choć to nie tylko muzeum. To też miejsce spotkań pasjonatów, których wiedza i entuzjazm zamienia się w hobby. Jest tam kilka firm, które profesjonalnie zajmują się przygotowaniem do wyścigów samochodowych, w samym budynku mieści się restauracja, w której steka z frytkami podaje się w sali przylegającej do warsztatu i wystawy, zaś w okresie letnim niemal co weekend Klassikstadt staje się domem dla imprez tematycznych i pokazów.

Więc jeśli kiedyś nie zdążysz na przesiadkę na lotnisku lub innym trafem pojawisz się we Frankfurcie zachęcam cię do odwiedzenia Klassikstadt. I to bez znaczenia, czy jarasz się motoryzacją, czy – wprost przeciwnie – twoim ulubionym modelem jest czerwony.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE I MAPA

Klassikstadt można odwiedzać od poniedziałku do soboty w godzinach pomiędzy 10:00 a 20:00 oraz w niedzielę od 10:00 do 18:00. Wstęp jest darmowy.

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *