Piwo. Sri Lanka. Lew z Cejlonu!

Indie po względem piwa rozczarowują. Wydawało mi się, że tak olbrzymi i różnorodny kulturowo kraj, w którym niegdyś dość mocno maczali palce Brytyjczycy będzie miał więcej do zaoferowania niż Lagery smakowo przypominające nasze Leszki, Warki czy Tyskie. Dlatego na Sri Lance już się tak na piwne wojaże nie spinałem. I pewnie w tym miejscu kończyłbym ten wpis gdyby nie…

… Lion Stout! Ale od początku.

DSCF7909

Pierwsze wzmianki o piwie na Cejlonie pochodzą z 1860 roku. Wtedy po wyspie hasali już angole, więc nie trudno się domyślić, kto mógł uwarzyć tam pierwsze piwko. Był nim konkretnie Sir Samuel Baker, który w górzystej Nuwara Eliyi otworzył pierwszy cech, który można nazwać browarem (za oficjalną datę rozpoczęcia jego działalności podaje się rok 1881). Później własność i receptury przechodziły z rąk do rąk, aż w 1911 roku powstał Cejlon Brewery Limited. Dalsze losy browaru były tak dynamiczne i dramatyczne jak historia Sri Lanki. Najlepiej temat wyglądał w połowie XX wieku, gdy na Cejlonie można było napić się Lagerów, Ale (w tym Stoutów), Apy czy Pilsnerów.

Dziś na hasło „piwo” Lankijczyk opowie Ci, że jedynym liczącym się browarem jest Lion Brewery (Cejlon) PLC, z 82% udziałem w rynku, usytuowany niedaleko stolicy Sri Lanki, w Biyagama. Browar rządzi wyspą, oferując: jednego Lagera (woda z kibla), jednego Strong Lagera (spirytus z kibla), dwa Carlsbergi (już się przyzwyczaiłem, że wszędzie się wcisną ze swoją licencją) i ten jeden, wyjątkowy, słodki jak zachód słońca w Tangalle, sycący a zarazem gaszący pragnienie jak sałatka z Papai – Lion Stout!

Stout (czyli po angielsku tęgi, mocny) powinien być z definicji ciemnym piwem z konkretną goryczką (bo chmiel, bo palone słody). Kojarzycie Guinnessa? To taki podręcznikowy przykład Stouta. Rodzajów jest kilka. Jest Imperial Stout, Milk Stout, Coffee Stout czy w końcu (Strong) Tropical Stout, nad którym się tu rozwodzę.

DSCF7903 DSCF7898

Lion Stout. Na starcie zdziwił mnie woltaż. Kurcze, 8.8%? przecież on musi wybijać Lankijczyków w tych upałach jeden po drugim! Gdy jednak głębiej się zastanowić, taki zabieg ma co najmniej dwie zalety. Po pierwsze wysoka zawartość alko wydłuża okres trwałości piwa. Po drugie taki mocny Stout w tym gorącym klimacie może mieć właściwości regenerujące i odżywcze.

Idźmy dalej. Kapsel zdobi nazwa browaru, zaś z etykiety wyskakuje lew – symbol Sri Lanki. Trunek jest czarny jak smoła, praktycznie nieprzejrzysty. To akurat normalna cecha Stouta, więc nie ma czym się podniecać. Piana wysoka, kremowa, oblepiająca, opada powoli, trochę mi przypominała piankę cappuccino.

Zapach owocowy (estry?), zaskakujący, niespotykany. Może mi się w głowie poprzewracało po tych wszystkich indyjskich rozczarowujących eksperymentach, a może jest coś na rzeczy w tym, że browar zachował tradycyjne przepisy i techniki warzenia z XIX wieku. Tak czy owak, już sam zapach idealnie komponował mi się z klimatem bujanego fotela wśród kokosowych palm i zachodzącego nad Tangalle słońca.

 DSCF7911DSCF7921

W pierwszym łyku zaskoczył mnie brak goryczki. Zamiast tego poczułem słodycz, wymieszanie czekolady, kawy, karmelu. Czekoladowy smak utrzymuje się od początku do końca. Dopiero przy wykończeniu pojawiają się lekkie, owocowe i alkoholowe nuty, posmak rumu i leciutka gorycz. Wraz ze wzrostem temperatury posmaki owoców i słodyczy wyrównują się z posmakami alkoholowymi. Choć wysycenie piwa jest bardzo wysokie, podszczypujące, Lion Stout jest tak ciężki i sycący, że nie byłbym w stanie wypić więcej niż jedną butelkę.

Lion Stout to zdecydowanie najlepsze piwo, jakie dotychczas piłem w Azji. Choć to zdecydowanie trunek degustacyjny, do delektowania się łyk po łyku, w trakcie deseru lub na koniec dnia, polecam je do spróbowania każdemu. Zwłaszcza, że można go spotkać w Polsce! Jeśli chcesz poczuć, jak smakuje egzotyczny Stout, Lew z Cejlonu nadaje się do tego idealnie!

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarz

  1. Jarek
    18 stycznia 2017

    Super fajny opis , zwłaszcza ze wybieram się na Sri Lankę . Dzięki

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *