Portugistan – czas start!

Za chwilę zrobimy trzy zupełnie nowe rzeczy. Po pierwsze: wyruszymy na dwie wymagające wyprawy rowerowe, bez większego doświadczenia, bardziej prowadzeni myślą „że kto chce, ten znajdzie sposób”. Po drugie: będziemy podróżować razem, ale osobno – bo z kirgiskich przełęczy i portugalskiego wybrzeża chcemy stworzyć jeden rowerowy projekt. Po trzecie: spróbujemy pomóc komuś wyjątkowemu – w sposób, w jaki dotychczas jeszcze nigdy nie działaliśmy. Portugistan – czas start!

A wszystko zaczęło się od…

…Dinowigilii Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego.

Cała nasza szóstka zna się właśnie z organizacji studenckiej. Każdego z nas w czasach bujnych czupryn i jędrnych piersi jakoś tak na swój sposób swędziały tyłki. W sumie to do dzisiaj śmiejemy się, że na uczelni to my studiowaliśmy przede wszystkim NZS. Marta świetnie ogarniała współpracę z partnerami, Basia silną ręką rządziła audytem, Krzysiek był konferansjerem oficjalnych spotkań i finałowych imprez, Witek rozwijał program szkoleniowy naszego flagowego projektu, Marcin jako super-prawnik ogarniał administrację organizacji, a Damian trzy lata spędził w zarządzie, rok będąc jego sternikiem.

NZS
Stare dzieje – młodzi, piękni, dobrze ubrani. Teraz już tylko piękni.

Po studiach smocze kule rozpłynęły się po świecie, Witek trafił do Krakowa, Marcin do Warszawy, Basia z Krzyśkiem na swój sposób ogarniali się we Wrocławiu, a Damian z Martą wyjechali za granicę i, jeśli choć troszkę nas czasem śledziliście, rozbijali się po Azji. Kontakt jednak się nie urwał i można było w pewnym momencie nosem wywąchać, że coś wisi w powietrzu. Coś, co mogłoby być „spotkaniem po latach na pełnej…!”

Kamień węgielny. Grudzień 2015

Dinowigilia, takie luźne świąteczne spotkanie NZS-iaków naszego pokolenia. Dom Hanny, który wynajmowała od Ani Wyszkoni (to ta pani z Modern Talking).

Krzysiek: Chłopaki, marzy mi się taki weekend z Wami. Głęboki ciemny las, surowe warunki, niebezpieczna zwierzyna…wyskakujemy z helikoptera z nożem i jedną konserwą…

Damian: Zamieńmy weekend na tydzień, helikopter na rowery, a ciemny las np. na bezdroża Turkmenistanu.

Witek: Kapitan Witek melduje się na pokładzie.

Marcin: Czy ktoś mnie wołał?

Marta: Ej, ja też chcę!

Basia: CO? Ja nie dam rady?!

ekipa rowerowa

Portugistan

Najstarsi górale nie pamiętają – dlaczego?! Dlaczego chłopaki wybrali Kirgistan, a dziewczyny Portugalię? Dlaczego jadą akurat w takim składzie? Dlaczego w dwóch różnych zespołach? Dopiero po czasie doszliśmy do wniosku, że nie ważne, jak do tego doszło, ważne, żeby jechać osobno, ale razem. Że z tego może wyjść fajny projekt.

Witek: Ej, widzę to. Przedstawmy to na zasadzie kontrastów.

Basia: Że Portugalia jako reprezentant bogatego zachodu, a Kirgistan uboższego wschodu?

Krzysiek: Że dwie różne religie, dwie różne społeczności, dwa różne klimaty.

Marta: Że porównamy, jak podróżują kobiety, a jak faceci. Z jakimi problemami zmierzą się one, a z jakimi oni.

Marcin: Już sprawdzam… ej, jeszcze czegoś takiego nie grali!

Choć mróz jeszcze w tyłek szczypał, my oczami wyobraźni widzieliśmy, jak pedałujemy. Jakim tempem poruszają się obie ekipy, co ze sobą wiozą, jak biwakują, w jakich miejscach się zatrzymują. Widzieliśmy tę nieudolnie usmażoną jajecznicę chłopaków i te niedokręcone koła u dziewczyn. Pukały nam w rytmie cza-cza serduszka za każdym razem, kiedy siedząc nad ASAP-ami w swoich korpo planowaliśmy zakup turystycznej kuchenki albo wypożyczenie sakw.

Wątpliwości

Sprawa znana. Po pierwszym zauroczeniu pojawia się zjazd motywacji, problemy logistyczne i milion bzdurnych „ale”. W naszym przypadku to nie było lekkie smyknięcie wiatru, to było problemonado (tornado pełne problemów). Nie zgramy swoich urlopów. Nie damy rady ogarnąć rowerów i swojej nadwagi! Skąd weźmiemy kasę? Kto przypilnuje kota…

Przez te ostatnie pół roku bywaliśmy z tym projektem w dupie większej niż Suwałki, bezradni jak piłkarska reprezentacja San Marino. Niewiele brakowało, a Portugistan 2016 zamieniłby się w Międzyzdroje 2016.

Ale za każdym razem, gdy piątka z nas grzebała ten projekt, ta ostatnia osoba wnosiła weto. Marcin zarzucał nas propozycjami biletów, Krzysiek rysował mapki, Marta motywowała relacjami z podobnych podróży. W każdym takim ciężkim momencie był ten jeden „ktoś”, kto harował po nocach za wszystkich, organizował spotkania na skype, załatwiał formalności albo co wieczór podsyłał śmieszne memy, a to ze stadem jaków, które utknęło na skalnej półce, a to z Portugalczykami opalonymi na machoń. I jeśli to nie jest przyjaźń, jeśli to nie jest ten książkowy team spirit, to my nie wiemy, co nią i nim jest. Krzysiek w maju kupił bilety. Marta z Basią miesiąc później opracowały swoją trasę i zabukowały swoje loty. Wtedy było już pewne, że dalej Pinokio pójdzie sam!

Zarazić aktywną turystyką

Im więcej czasu spędzaliśmy nad planowaniem wypraw, tym bardziej chcieliśmy wycisnąć z nich wszystko, co się da. Gdy uświadomiliśmy sobie, że wszyscy pracujemy w biurach, siedząc co najmniej 8 godzin na obrotowym krześle i klikając w klawiatury, chcieliśmy już nie tylko sobie udowodnić, że „kto chce, ten znajdzie sposób”. Chcieliśmy udowodnić wszystkim, że nawet takie spaślaki jak my mogą ot tak po prostu wstać, wsiąść na rower i ruszyć w bezkres Portugistanu. Nieśmiało marzyliśmy, by ludzie wokół w przyszłym roku zamiast lenistwa na plażach Majorki wybrali spływ po Notecią albo trekking po Połoninie Świdowiec.

rower

W końcu też postawiliśmy przed sobą kolejne wyzwanie – aby te wyprawy zorganizować niskobudżetowo. Bo przecież nie musimy rowerów kupować, większość rzeczy da się wypożyczyć, a stare buty też dadzą radę. Chcemy zrobić projekt, na który może pozwolić sobie każdy.

Moc pomagania

W dość zaawansowanym momencie przygotowań jaraliśmy się Portugistanem jak choinka na wigilię. Za każdym razem, kiedy skakał nam cukier, musieliśmy wyobrażać sobie, jak po dniu pedałowania śmierdzą nasze namioty (u chłopców zgniłymi skarpetami, u dziewczyn przeterminowanym odświeżaczem). A mimo to cieszyliśmy się jak głupole.

W pewnym momencie przeszła nam jednak przez głowę myśl, że kurcze, my to jednak farta mamy, bo nie każdy może pozwolić sobie na przyjemność wejścia na rower, a co dopiero przyjemność dłuższej wyprawy. Nie szukaliśmy na siłę, ale chcieliśmy dać coś więcej od siebie. Marta powiedziała: słuchajcie, znam kogoś, komu możemy pomóc. I tak usłyszeliśmy wszyscy o małym Olegu, uśmiechniętym walczaku, który zmaga się od początku swego życia w wrodzonymi wadami, ale jednak z każdą kolejną rehabilitacją te problemy zwycięża; usłyszeliśmy o Patryku, dzielnym ojcu, który oprócz bycia ojcem i głową rodziny działa na rzecz aktywizacji niepełnosprawnych. Nie ma to tamto – zdecydowaliśmy – działamy!

Portugistan - Oleg

Odliczanie

Jesteśmy kilka dni przed wylotem do Kirgistanu, jesteśmy dwa tygodnie przed wylotem do Portugalii. Nikt nie jest jeszcze spakowany, część z nas wciąż kompletuje sprzęt, wszyscy wciąż coś załatwiamy. Marta staje na rzęsach i ogarnąć w końcu swój pożyczony rower, czuwa nad akcją pomocową, Basia dopiero co się hajtnęła, chłopaki wciąż nie mają ubezpieczenia. Ale wszyscy jesteśmy jakoś tak bardzo spokojni. Mamy siebie, wokół swoich bliskich, nieco dalej masę ludzi, którzy wspierają dobrym słowem, a nawet własnym sprzętem.

Za chwilę zrobimy trzy zupełnie nowe rzeczy. Po pierwsze – wyruszymy na dwie wymagające wyprawy rowerowe, bez większego doświadczenia, przekonani bardziej o sile swoich umysłów niż o sile mięśni. Po drugie – będziemy podróżować osobno, ale razem, by z kirgiskich przełęczy i portugalskiego wybrzeża stworzyć jeden rowerowy projekt. Po trzecie – spróbujemy pomóc Olegowi.

Portugistan – czas start! Trzymajcie kciuki 😉

ekipa Portugistan

——————————-

Chcecie wesprzeć akcję, pomóc Olegowi lub dowiedzieć się więcej? Wbijajcie tutaj: Portugistan dla Olega

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *