Sekrety kirgiskiej paczki, czyli siła internetu

Czy wysłanie paczki z upominkami z Polski do Kirgistanu w ramach podziękowania za nocleg i wspaniałą gościnę ze strony lokalnej, skromnej rodziny może dostarczyć niezapomnianych przeżyć? Otóż tak. To nie będzie historia z policyjnymi pościgami, tajemniczym morderstwem ani nawet z płomiennym romansem. Ale będzie emocjonująco. Bardzo. Trzy razy spociły nam się stopy w trakcie pisania tego posta. No bo kto by pomyślał, że dwa podróżnicze ziemniaki postawią na baczność cały Kirgistan?

13.10.2015 / Kirgistan welcome to!

Przekraczamy granicę chińsko-kirgiską w Irkeshtam. Jest późno. Mając do wyboru ostatni bus w kierunku Osh oraz jeszcze przez 30 minut czynną kantynę z lokalnym żarciem, wybieramy to drugie. W końcu świeży kefir i normalne pieczywo! Po 8 miesiącach bez takich rarytasów chyba każdy tak by wybrał, co nie? O 21:00 z granicy w głąb lądu nie jeździ już nic. Mamy ze sobą namiot z Tesco. Ale to Kirgistan, jesień jest, czyli nocą temperatury poniżej zera.

Złapaliśmy stopa. Jedziemy do najbliższej wsi. Dobre i to. Wysiadamy my i stary dziadunio. Kierowca jedzie gdzieś dalej.

My: Przepraszamy, co to za wioska?

Dziadunio: Nura.

My: Znajdziemy tu jakiś nocleg? Hostel, guest house?

Dziadunio: Jasne. Chodźcie za mną. Zaprowadzę Was.

Staruszek zaprowadził nas… do swojej chaty. Choć los nie obdarzył go i jego żony bogactwem, oboje zgotowali nam gościnę godną królów. Zastawili stół wszystkim, co mieli na stanie. Czaj, kefir, chleb, masło, miód, mleko, kartuszka… wszystko świeże, wszystko domowej roboty. Posiłek umilały opowieści Jusupa (tak dziadunio miał na imię) o jego służbie w Afganistanie. Pokazał nam nawet rany po kulach.

207ludzkiedobro
Z rodziną i sąsiadkami Jusupa

Po chatynce biegała trzyletnia roześmiana wnuczka – Rabbi. Jak się okazało, jej mama zmarła, a ojca dawno już nie widziała – zabrała go armia. Dziadek cieszył się ogromnie, gdy na jego prośbę cykaliśmy fotki wnuczce ustawionej przy portrecie tatusia.

Rabbi i Jusup
Rabbi i Jusup

Spaliśmy w osobnym pomieszczeniu pod kilkoma warstwami koców i pościeli. Kiedy już przysypialiśmy, Batma (żona Jusupa) wstąpiła do nas na chwilę, opatuliła nas jeszcze jedną pościelą i życzyła dobrej nocy. Rano, kiedy lataliśmy do wychodka, widzieliśmy, jak Batma uwija się przy domowej krowie, żeby tylko zdążyć ze śniadaniem dla nas. Odprawieni zostaliśmy z taką samą gościną jak wieczór wcześniej.

Staruszkowie, choć naprawdę nie mieli wiele, nie zażyczyli sobie niczego za pomoc. Żadnej sugestii, żadnej anegdoty o tym, że może w tej rodzinie czegoś brakować. Nie potrafiliśmy ich tak po prostu opuścić. Wręczyliśmy im naszą ostatnią pocztówkę (trzymaną na specjalną okazję) i wyciągnęliśmy z portfela całą kasę (choć nie była to ogromna suma). Jusup chwilę z sobą walczył, po czym przyjął od nas te podarunki. Zaś na koniec zupełnie zestresowany:

J: Czy mogę Was o coś poprosić? Czy moglibyście jakoś przysłać nam te zdjęcia, które zrobiliście wczoraj? Szczególnie to jedno, z wnuczką i jej ojcem na plakacie. Mielibyśmy ich znowu razem, choć na tej jednej fotografii.

Wręczył nam adres. Obiecaliśmy spełnić prośbę.

DSCF7470

 

27.11.2015 / Polska, #kirgiskapaczka

M: Damian! Kirgistan, zdjęcia, obietnica.

D: Tak, pamiętam. Ogarnijmy to.

M: Mam pomysł. Jusup zaskoczył nas cudowną gościną, choć my szukaliśmy tylko kawałka podłogi. Obiecaliśmy wysłać zdjęcia, ale zróbmy coś więcej. Zróbmy mu… kirgiską paczkę!

D: Wchodzę w to jak dzik w żołędzie!

M: Zróbmy z tego mini akcję na fanpejdżu. Może ktoś się przyłączy.

D: Ta, chyba co najwyżej Grażka (mama Marty) i Gabi (mama Damiana).

Zaczęło się od tego – kirgiska paczka, czas start! I to był kosmos. W cztery godziny od opublikowania wpisu o zbiórce otrzymaliśmy kilkanaście wiadomości na fejsie, trzy mejle i telefon z Bobrówka (to w Lubuskiem jest). Ludzie wypytywali się o rodzaj fantów, które najbardziej przydadzą się naszym Kirgizom. Odzywali się wszyscy, nasi bliscy, znajomi, kumple ze studiów (pierwszy raz po 5 latach), czytelnicy naszego bloga… i wujek Marty, ten z Bobrówka. W dwa tygodnie zebraliśmy 24 kg rzeczy i 150 zł (chociaż wcale nie prosiliśmy o pieniądze!).

DSCF8156

 

18.12.2015 / Polećmy tam i wręczmy paczkę osobiście!

Wpadł nam do głowy taki pomysł, że stworzymy ofertę współpracy i napiszemy do wszystkich tych linii, które latają z Europy do Biszkeku. Szalony plan zakładał znalezienie linii lotniczej, która w najgorszym scenariuszu pomoże nam przewieźć paczkę do Kirgistanu, zaś w najlepszym pomoże nam tam trafić i osobiście wręczyć paczkę Jusupowi. Stworzyliśmy ofertę. Opisaliśmy w niej naszą historię, załączyliśmy prośbę, propozycję współpracy, statystyki fanpejdża. Ostatecznie ofertę wysłaliśmy do: Pegasus Airlines, Turkish Airlines, KLM i Aeroflotu.

Wycinek naszej oferty
Wycinek naszej oferty

15.01.2016 / Gdzie jest adres?

W połowie stycznia daliśmy sobie spokój z dręczeniem linii naszą prośbą – firmy nie były zainteresowane współpracą. Może za mało lajków na Facebooku mamy? Albo wyglądamy jak idź stąd i nie wracaj? Nie drążyliśmy. Wróciliśmy do planu wysłania paczki pocztą. Sprawdziliśmy pocztowe wymagania, przytargaliśmy karton do domu i popakowaliśmy rzeczy do worków. A chwilę później, tego pięknego, styczniowego wieczoru, uświadomiliśmy sobie, że zgubiliśmy gdzieś adres Jusupa.

Nie wnikajmy już kto go zgubił i w jakich okolicznościach. Nie mamy adresu, nie znamy nazwiska ani imienia naszego bohatera, mamy tylko kilka zdjęć jego twarzy.

18-24.01.2016 / Jak zdobyć adres?

Marta: Damian, ciężko rozstrzygnąć, kto zgubił adres, ale mi się wydaje, że to ty.

Damian: Marta, jak dla mnie to albo twoja wina, albo nie wiadomo czyja wina. Ale niech będzie. Biorę odnalezienie adresu na klatę!

Opisałem sprawę po angielsku i zacząłem spamować Internet. Napisałem do Sanzara, który przenocował nas w Biszkeku przed powrotem do Europy. Później próbowałem kontaktować się z innymi couchsurferami, wysyłałem maile do kirgiskich departamentów rządowych, agencji turystycznych… zapisałem się nawet na Uniwersytet Medyczny w Osh tylko po to, abym miał dostęp do ich grupy mailingowej. Wszystko na nic. Albo nie otrzymywałem informacji zwrotnej, albo ktoś, kto przeczytał moją wiadomość, nie wiedział, jak pomóc.

27.01.2016 / Finał. Dzień Pierwszy

Zacząłem się uczyć cyrylicy. I wszedłem na facebooka. Za cel postawiłem sobie wysyłanie zaproszeń do wszystkich grup dyskusyjnych, które w nazwie mają słowo „Kirgistan”. Z kilkunastu, do których próbowałem się dostać, przyjęto mnie do „Кыргызстанцы за рубежом”, po polsku „obywatele Kirgistanu za granicą”. Co prawda „obywatele za granicą”, ale w grupie aż 18 000 członków. No bez kitu, na bank ktoś tych Kirgizów „zza granicy” musiał śmieszkować i mieszkać jednak „NIE za granicą”. Napisałem posta, dołączyłem zdjęcia… i poszedłem spać.

28.01.2016 / Finał. Dzień Drugi

Budzę się. Chcę sprawdzić, która godzina. Ekran telefonu się zwiesza. Co jest, kurczakkki! Chwilę potem wskakuje pulpit, a na nim… 47 powiadomień z facebooka, 12 wiadomości w skrzynce „inne”, 18 zaproszeń do znajomych i 23 nowych polubień na Ziemniakach. Była 11:30.

Pod moim wpisem poruszenie. Ludzie odpisują, po angielsku, po rosyjsku, ktoś też próbował z Googlem pisać „dziękuję”, ale mu wyszło „dziukujo”. Czytam te komentarze, przy dziesiątym ktoś wrzucił zewnętrznego linka. Otwieram i przenoszę się na „Narodowe Radio 1”. Później klikam w link drugi, i trzeci, i czwarty, i trafiam kolejno na portal informacyjny, do kolejnego radia i na blog dziennikarza z Osh.

Zresztą, spójrzcie sami… Artykuł na Kloop.kg, Rus.azattyk.org, Limon.kg, Yntymak.kg, Theopenasia.net i znów Yntymak.kg.

Tłumaczę sobie te artykuły, kiedy ktoś próbuje się do mnie dodzwonić przez Hangouta. Odrzucam. Ten ktoś dzwoni drugi raz. Odbieram.

Ktoś: Cześć Damian. Jestem dziennikarzem z czegośtam. Pewnie już wiesz, ale wszystkie media w Kirgistanie żyją historią, którą opisałeś wczoraj w Internecie. Ty, twoja dziewczyna i rodzina z Nury jesteście dzisiaj wszędzie, w radiu, telewizji i Internecie. Znaleźliśmy dla Ciebie adres, udało nam się już nawet porozmawiać z Jusupem. Bardzo się ucieszył. Czy możemy przeprowadzić wywiad?

Rozłączyłem się. Przeczytałem wszystkie komentarze, później wiadomości, później artykuły. Media dokopały się do ziemniakowego fanpejdża i bloga; do tego okazało się, że historia poruszyła masę ludzi i zaangażowała w poszukiwanie naszego staruszka pół kraju! Siła Internetu. Zdobyłem adres, imię, nazwisko, numery telefonów, wspomnienia Jusupa, jego numer buta… Super! Ale nie wszystko było takie kolorowe, jak mogłoby się wydawać.

screen1
Tak pomagali nam Kirgizi!

W jednym z artykułów przeczytałem, że dziennikarze udali się do Nury na spotkanie z Jusupem… i próbowali przekazać mu pomoc finansową, której Jusup ostatecznie odmówił. Dostałem też dwie prywatne wiadomości, jedną z radia, drugą z telewizji, aby paczkę wysłać nie na adres Jusupa, tylko na adres mediów, dzięki czemu te będą mogły nagrać „wzruszający moment przekazania paczki rodzinie z Nury od podróżników z Polski”. No jasny gwint!

Chciałem tylko zdobyć adres, a tymczasem kto wie, czy nie odebrałem prywatności Jusupowi i nie zaburzyłem spokoju jego rodzinie. Wkurzyliśmy się, a Marta to już w ogóle dostała szału: „To miała być niespodzianka, gest, który sprawi radość, w suczą by ją wlań! A tymczasem Jusup na bank jest wściekły na wścibskie media, a może też i na nas”.

Pod swoim postem i w każdej prywatnej wiadomości bardzo serdecznie podziękowałem za pomoc i oznajmiłem, że nasza akcja dobiegła końca. Mimo to nowe wiadomości i artykuły co rusz wyskakiwały na telefonie jak grzyby po deszczu.

Popołudniu razem z Martą chcieliśmy wysłać paczkę i dzięki temu uciszyć szum. Kurier nie wchodził w grę. Ceny od 670 zł do 3500 zł za ponad dwudziestokilogramową paczkę by nas zjadły. Poczta Polska chciała za to 250 zł. Z jednym „tylko” wymogiem. Maksymalny rozmiar paczki – suma jej obwodu i długość – nie może przekraczać 205 cm. Oho, takiego info nam internety nie podały! To, co przytargaliśmy na pocztę może i ważyło 20 kilo (czyli jeden z wymogów spełnialiśmy), ale miało ponad trzy metry samego obwodu.

29.01.2016 / Finał. Dzień Trzeci

Budzę się, telefon znowu się zacina. 67 zaproszeń do znajomych (tego fenomenu nie potrafię zrozumieć), 450 lajków pod wpisem, 290 udostępnień postów, 30 nowych polubień naszego fanpejdża.

Marta zjadła śniadanie, wzięła kąpiel i pokręciła hula-hoopem, żeby nie zaczynać dnia od irytowania się na kirgiskie media. Ja w ciągu tych dwóch godzin prawie skończyłem odpisywać na wiadomości.

Ostatecznie paczkę musieliśmy rozbić na dwa ładunki. Do jednej z nich dołączyliśmy zdjęcia oraz list, w którym podziękowaliśmy Jusupowi za październikową gościnę. Trochę się z tym wszystkim namęczyliśmy – kolejny raz przepakowaliśmy wszystkie rzeczy, a do tego musieliśmy dostosować kartony, by odpowiadały standardom, a jednocześnie pomieściły fanty. Krótko mówiąc: popołudnie z Adamem Słodowym.

Kartonów cięcie gięcie
Kartonów cięcie gięcie, w tle syf w pokoju

 

DSCF8611
Damian gryzie

 

DSCF8610
Marta cyrylicuje

Tym razem wszystko na poczcie zagrało. Pierwsza paczka 198 cm, druga 202 cm. Udokumentowaliśmy akcję zdjęciami, wypełniliśmy miliony druczków, a w całej inicjatywie pomagała nam cierpliwie pani Alinka z pocztowego okienka. Przez dwa dni pocztowych przebojów zdążyliśmy się z nią niemal zaprzyjaźnić, ale to nie wszystko. Gdy Alinka usłyszała historię naszych paczek – od momentu spotkania Jusupa, przez pomoc przyjaciół i nieznajomych w kompletowaniu przesyłki, aż po akcję z mediami – niespodziewanie się rozkleiła. Tak tak, #kirgiskapaczka nie tylko spędza sen z powiek, ale też wzrusza!

No nareszcie!
No nareszcie!

 

Z panią Alinką, pracownikiem miesiąca! :)
Z panią Alinką, pracownikiem miesiąca! 🙂

Paczkę wysłaliśmy, choć akcja będzie się za nami ciągnęła jeszcze przez kilka dni. Wciąż otrzymujemy nowe wiadomości z Kirgistanu, ktoś proponuje nam wywiad, ktoś pyta o zgodę na tworzenie reportażu. Wciąż jesteśmy zmieszani. Z jednej strony nagłośnienie naszej akcji to przecież promocja wdzięczności i społecznego zaangażowania, z drugiej strony bardzo przejmujemy się tym, jak rozgłos odbija się na codziennym życiu Jusupa.

Mimo wszystko cała ta historia była dla nas nowym, cennym doświadczeniem. Kolejny raz przekonaliśmy się o tym, że pomaganie drugiej osobie jest dziś na czasie. Reakcja naszych znajomych oraz czytelników bloga i to, jak wiele osób włączyło się w kirgiską paczkę, nas zaskoczyło. Równie mocno jak zjednoczenie setek Kirgizów po drugiej stronie Internetu, aby pomóc odnaleźć nam adres Jusupa. Co równie ważne, po raz kolejny przekonaliśmy się, jak wielką siłą jest dziś Internet oraz to, jak skrajne twarze może on mieć. Warto o tym pamiętać!

Na koniec chcemy podziękować wszystkim tym, którzy wspierali nas przez cały ten czas. Dziękujemy z całego serca za fanty, pomoc finansową (poszło na koszty przesyłki) oraz pomoc w tłumaczeniu listu.

Jowita, Justyna, dzięki za tłumaczenie! Monika, Alicja, Renata, Małgorzata, Jola, Dominika, Magda, Dominika, Jerzy, Malwina, Waldek, Hania i Ola – dzięki za kirgiską paczkę!

Kirgistanie – dzięki za pomoc!

finał

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarz

  1. Agu
    31 stycznia 2016

    wariaty <3

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *