Subiektywny przegląd plaż aka poszukiwanie plaży pana Pawła. Indie i Sri Lanka

Przez całą podstawówkę ojciec zabierał mnie i brata zawsze do tego samego fryzjera. Był nim jego kuzyn Paweł, który strzygł naszą trójkę w swojej przerobionej na salon fryzjerski piwnicy. Jedną ze ścian salonu zdobił ogromny malunek, który utkwił mi w pamięci i katuje mnie przez całe życie. Była to ogromna, bezludna plaża, z nieskazitelnie czystym i spokojnym morzem. Przez pół ściany zwisała palma kokosowa, pod którą stała mała rybacka łódka. No po prostu raj. Ciął mi Paweł grzywkę i pekaesy, a ja przez cały czas gapiłem się jak zaczarowany w plażę na ścianie. Zawsze, szczególnie gdy wpadaliśmy do Pawła jesienią i zimą, miałem taką fazę, że wstaję, biorę rozbieg, skaczę przez tą ścianę i na chwilę zmykam, aby wygrzać tyłek na gorącym piasku. Aż razu pewnego postanowiłem – kurcze, odnajdę ją kiedyś!

Generalnie plaże nie są celem naszej podróży po Azji. Pełnią w niej jedną określoną rolę. Odwiedzamy je, kiedy jesteśmy zmęczeni wielkimi miastami, górskimi wędrówkami czy po prostu nieustannym byciem w drodze. Wpadamy na nie kiedy chcemy odpocząć, wyczilować się, nabrać sił i apetytu na kolejne przygody. Bo plaże same w sobie są trochę nudne. Przypominają powroty do domu na studiach. Pierwsze dwa dni są fajnie, ale potem chcesz uciekać. Na plaży możesz położyć się plackiem, obejrzeć jeden czy dwa zachody słońca lub wejść do wody i poskakać na fale. Tyle.

Podczas trzech miesięcy spędzonych w Indiach i na Sri Lance plaż widzieliśmy kilkanaście. Na jednych spędziliśmy kilka dni, inne odwiedziliśmy tylko na kilka godzin. I tak uzbierał się materiał na ten subiektywny przegląd. Jeśli jesteście ciekawi, czy znalazłem „plażę pana Pawła” lub jakie plaże rekomenduję na udane wakacje, a które takie wakacje mogą spierniczyć – czytajcie dalej!

Skoro ma to być przegląd plaż, muszą być oceny. Skoro mają być oceny, musi być skala. Przyjąłem sobie 1-10:

  • 10/10 „Plaża pana Pawła”, marzenia się spełniają
  • 9/10 Rewelacyjna, łakniesz tej plaży jak kania dżdżu
  • 8/10 Bardzo dobra, idealnie mokra woda, idealnie suchy piasek, idealnie krzywe palmy. Ale są pewne ale
  • 7/10 Dobra, nadaje się do wrzucania z niej zdjęć i chwalenia się na fejsbuku
  • 6/10 Niezła, jak piosenki Krzysztofa Krawczyka
  • 5/10 Średnia, jak premia za 25-letni staż pracy w budżetówce
  • 4/10 Ujdzie, jeśli nie wiesz co zrobić ze swoim życiem
  • 3/10 Kiepska, jak mecz Korony Kielce z Piastem Gliwice
  • 2/10 Bardzo kiepska, jak imieniny u ciotki Krystyny
  • 1/10 Okropna, za każdym razem gdy o niej pomyślisz gdzieś na świecie ginie kotek

No to jedziem:

1.Indie, Goa, Colomb Beach

Gdzieś w necie znaleźliśmy recenzję, że to jedna z najbardziej niedocenianych a zarazem najlepszych plaż Goa (dziś wiemy, że albo recenzję pisał Ray Charles, albo ktoś, kto w wakacje plażuje nad Wisłą). Colomb jest dość wąska i kamienista, miejsce średnio nadaje się do kąpieli. Przy brzegu znajduje się kilka guest house’ów i bungalowów (niedrogich, za to pamiętających napaść Angoli, Mogołów i ostatnie zlodowacenie). Jest spokojnie, gdyż do drogi łączącej wszystkie okoliczne plaże jest ponad 100 metrów. Niestety, miejsce jest bardzo zaniedbane, nikt nie przejmuje się stertami śmieci obok miejsc noclegowych i plaży. No i best of the best na koniec: wielka, zlokalizowana w centralnym miejscu ohydna rura kanalizacyjna, z której wprost do wody wylewają się ścieki.

pathein2Ocena: 2/10


 

2. Indie, Goa, Patnem Beach

Panuje na niej podział kastowy. Kasta grubych portfeli pomieszkuje w głębi plaży, w luksusowych bungalowach z ciepłą wodą, z błyszczącymi restauracjami grającymi na zmianę Rihannę z Pitbullem i z dostępem do alejki pełnej pamiątek (z przebitką cenową x2, czasem x3) . Możesz tam zjeść rybę za 50 złociszy i poczuć się trochę jak w Mielnie. Kasta szczupłych portfeli zajmuje początek plaży, gdzie sypia taniej (ale gorzej) i je gorzej (ale taniej). Miejsce ma swój klimat wieczorem, kiedy ze ścieżki dzielącej piasek plaży i turystyczne domki znikają Indusi na motorach, biali na rowerach i okoliczne krowy. Plaża jest brudna od rana (przypływ) do południa (wtedy pojawia się korpus sprzątających pań i usuwa większość syfu), więc do wody wskakuje się tam po drugim śniadaniu. Tylko taka niedobita ta woda, ani w niej nie popływasz, ani nie poskaczesz na fale.

patheinOcena: 4/10


3. Indie, Goa, Palolem Beach

Na dworcu autobusowym w Margao (większe miasto w stanie Goa) Palolem Beach reklamują banery reklamowe i rozentuzjazmowane nastolatki biegające po taksówkach z prośbą o kurs na plażę. Myślisz sobie, wow, co to za magiczne miejsce być musi. Ale że się książki po okładce nie ocenia, tak i plażą na Goa po spazmach młodych Angolek się nie podnieca. Bo Palolem Beach jest jak plaża w Dziwnówku. Zjeżdżają się na nią całe Zabrze, Gliwice i Chorzów, choć nikt do końca nie wie dlaczego. Palolem jest średnio atrakcyjna, ze średnio atrakcyjnym piaskiem, morzem i słońcem, ma do tego kilka hotelików z disco party i tuzin rybackich łodzi. Taka plaża ani do tańca, ani do różańca.

palolemOcena: 4/10


 

4. Indie, Goa, Agonda Beach

Dżentelmen wśród plaż Goa. Agonda Beach jest długa, szeroka, czysta i nikt nie robi na niej prania. Jej krańce zdobią wysokie, zwisające do ziemi palmy, w centrum czai się młody Indus z zamiarem nauczenia białego człowieka surfingu (tak, Indus uczy surfingu. Indus, który zazwyczaj nie potrafi pływać. Surfingu). Jak wszędzie na Goa tak i przy tej plaży roi się od lokalnych budek z drobną spożywką i pamiątkami, ale w Agondzie lokalesi naciągają białych jakoś inaczej. Tak jakoś … z klasą. No i smutna sprawa, bungalowy i domki przy plaży zaczynają się od 130 zł w górę za dobę, dlatego – jeśli nie jesteś szlachcicem albo złodziejem – pozostaje do niej dojeżdżać skuterem z pobliskiej (10 km) Palolem Beach.

agondaOcena: 7/10


 

5. Indie, Goa, Butterfly Beach

Plaża motylów to mokry sen odkrywców. Nie znam plaży, na którą jest trafić trudniej niż na Butterfly Beach. Są na to dwa sposoby. Jeśli jesteś plackiem, to wynajmujesz w Agondzie łódkę z przewodnikiem by nią dopłynąć (5km). Jeśli jesteś twardzielem*, to przedzierasz się na nią z Agondy przez dżunglę (7 km). Gdzie słowo dżungla oznacza tu: dzikie małpy, gęste krzaki i jedną wąską niekończącą się kamienistą ścieżkę.

Sama plaża jest bardzo krótka, przypomina zatoczkę wklejoną w przerwę między skałami. Nie ma przy niej palm z „plaży pana Pawła” a krzaki, za to wokół naprawdę latają motyle! Miałoby to miejsce swój urok i bezludny charakter (#kąpielnagolasa), gdyby nie te motorówkowe wycieczki (#zepsutarandka).

*Od razu odradzę wariant twardziel na skuterze. Da się tak dotrzeć z Agondy prawie pod sam piasek plaży. Z tym że motor nadaje się po takiej przejażdżce na kanał (#zautopsji)

   motylowaOcena: 6/10


 

6. Indie, Goa, Galgibag (Turtle) Beach

Outsiderka, taka skryta, nieśmiała plaża. Mogłaby nazywać się Bożenka (czyli: może ma fajne, ale się wstydzi i nie pokaże). Słynie przede wszystkim z żółwi, które upatrzyły sobie właśnie tę plażę na składanie jaj. Ale jak to z nieśmiałą Bożenką bywa, żółwia ciężko tam spotkać. Kiedy my tam byliśmy, na środku plaży stało jedynie 1m/1m ogrodzenie z usypaną górką, pod którą – jak krzyczy wielki baner organizacji proekologicznej przy plaży – znajduje się jajeczko (żółwie jajeczko). Galgibag leży na uboczu, jest słabo skomunikowany z innymi plażami, nie ma tam większych miasteczek ani wiosek, dlatego … nie ma tam praktycznie turystów. I choć poza piaskiem całkiem szerokiej i długiej plaży ciężko jest się czymś więcej zachwycić (np. długą zwisającą do ziemi palmą z „plaży pana Pawła” albo krystalicznie czystą wodą – nie, tego tam nie ma), jest to mój goański top. Ze względu na panujący tam spokój i sielankę.

galgibag 2 Ocena: 7/10


 

7. Indie, Bombaj, Chowpatty Beach

Ciężko powiedzieć, czy w Indiach bardziej zanieczyszczona jest woda w Gangesie (najbrudniejsza rzeka świata), czy ta przy Chowpatty Beach. Na pewno „wchodzą do niej tylko wariaci” – i to opinia nie moja, a okolicznych mieszkańców. Podobno to symbol Bombaju, który musi stworzyć tło w co drugim bollywoodzkim filmie – to by potwierdzało tezę, że w Indiach wszystko musi być na opak. Jeśli ktoś nigdy nie widział w morzu starych pływających dywanów albo opon od traktora, ewentualnie ciekaw jest jak szybko można złapać Amebę – polecam Chowpatty. Najlepiej wypada w nocy, kiedy jej nie widać.

bombajOcena: 1/10


 

8. Indie, Kochi, Sea Side Beach

Wśród wszystkich dwudziestu atrakcji turystycznych Kochinu, Sea Side Beach zajmuje miejsce nr 34. Nie wchodziłem do wody, ale myślę, że Indusi pluskający się tam czują się jak w Stoczni Gdańskiej. W Kochinie do morza wpada rzeka Kollam. Po jej prawej stronie mamy Sea Side Beach, zaś po jej lewej coś, co wygląda na rafinerię z przycumowanymi tankowcami. Żadne dziecko hasające w wodzie nie świeci na pomarańczowo, ale każde jakoś tak podejrzanie się uśmiecha.

kochiOcena: 3/10


 

9. Indie, Pondicherry, Auroville Beach

Pierwszym przystankiem po Sri Lance było dla nas Auroville. I wiecie co, odwiedzając Auroville Beach poczułem, jakby mnie ktoś zapakował we Wrocławiu do autobusu i kazał wysiąść w Jeleniej Górze (albo jeszcze gorzej – w Mysłakowicach). Chcesz zepsuć komuś dobry nastrój? Zabierz go na Auroville Beach. W życiu nie widziałem na i przy plaży większej ilości syfu niż tam. Założyłem się z kumplem o 100 rupii (czyli 6 zł), że w przeciągu najbliższych pięciu lat albo postawią na niej tablicę ostrzegawczą „teren skażony”, albo wyłowią zmutowanego karpia, albo już oficjalnie zarejestrują teren plaży jako miejskie wysypisko śmieci. Zamiast śmieci, będzie obrazek z Indusem w kąpieli.

aurovillOcena: 2/10


 

10. Indie, Pondicherry, Rock Beach

Indyjskie Monako. Luksusowe hotele, czysta i pachnąca promenada, wąsaci Indusi w strojach żandarma, kawiarnie z kawą parzoną z kawy i herbatą bez mleka. Indie powinny mieć konstytucyjny nakaz, aby w każdym większym nadmorskim mieście budować takie miejsca jak Rock Beach w Pondicherry. O samej plaży niewiele można powiedzieć, bo jest usypana nie z piasku, a z wielkich kamieni (jak z resztą sama nazwa wskazuje). Ale za ten klimat wokół niej i przede wszystkim wytchnienie od szalonej architektury i obyczajowości Indii miło zapamiętałem to miejsce.

rockOcena: 5/10


 

11. Indie, Pondicherry, Veerapattinam Beach

Indyjska plaża, na której zachodniego turystę spotyka się raz na ruski rok. Plaża Matka, która swoje dzieci wykarmi (połowy ryb), wykąpie (obowiązkowo w ubraniach) a na koniec zrobi im pranie. Bliska siostra Auroville Beach, nie tak jak siostra brzydka (choć wciąż bardzo). Ma wszystko to, czego nie ma Bałtyk: dzieci kąpiące się w czepkach, matki praczki, młode Induski wpychające się nawzajem do wody w pełnym rynsztunku (w sensie w ubranym od stóp do głów Sari) czy rybaków wodujących łodzie na połów. Przyjemnie jest usiąść tam tyłkiem na piasku i obserwować obyczaje nieskrępowanych wzrokiem białego człowieka lokalesów.

virapuramOcena: 4/10


 

12. Indie, Madras/Chennai, Marina Beach

Podobno najdłuższa i najszersza plaża Indii. W życiu nie widziałem szerszej. Jeśli miałbym powtórzyć spacer z ulicy do morza, zabrałbym ze sobą kanapki albo rozłożył drogę na trzy części. Marina Beach jest lustrem tego kraju i mianownikiem plaż wielkich miast. Czyli: w jednym miejscu przebywa jakieś 3 miliony plażowiczów (każdego wyznania), z czego pierwszy milion moczy nogi, drugi milion pluska się i harcuje w wodzie a trzeci milion robi pranie. Woda ma kolor skoszonej trawy, co kilka metrów ostatnim tchnieniem na brzeg wyskakuje ryba (przechodząc w stan spoczynku. Wiecznego), a zanim to wszystko ogarniesz ktoś spróbuje sprzedać ci wafle lub breloczek z wieżą Eiffla. No i wisienka na torcie, jakim jest Indus na koniu. Viva la Marina!

marinaOcena: 3/10


 

13. Sri Lanka, Negombo, Negombo Beach

Ktoś na Sri Lance popełnił straszny błąd. Albo ten ‘ktoś’, który zbudował międzynarodowe lotnisko przy plaży Negombo, albo ten ‘ktoś’, który usypał plażę Negombo obok międzynarodowego lotniska. Wydaje mi się, że głupcem był ten pierwszy, ale złego się już nie odwróci. Lądując na Cejlonie najszybciej jest wpakować się na Negombo Beach – na brudny i smutny pas nierzadko szarego piasku, z kilkoma odpływami ścieków do morza. Sytuacji nie ratuje możliwość obserwacji życia okolicznych mieszkańców, którzy z niewiadomych przyczyn przenoszą się wieczorami w to miejsce. Bo okej, ciekawym jest widok rybaka-amatora z żyłką, gimnazjalistów grających na piasku w krykieta (na piasku w krykieta. W krykieta. Na piasku) albo spacerujących zakochańców, ale po to się Janusz z Grażyną tarabani tysiące kilometrów z mroźnej ojczyzny, żeby sobie wskoczyć do gorącego morza albo rozłożyć się na milusim piasku. Ja po dwóch dniach tam spędzonych już zawsze będę nazywać tę plażę „No!gombo” (na zmianę z „No!more!gombo”). I niech was nie zmyli piękne zdjęcie poniżej. Skończyła nam się klisza w aparacie, więc mamy tylko jedno (ładne, bo ciężko spierniczyć zachód słońca. Nawet w No!Gombo)

negomboOcena: 3/10


 

14. Sri Lanka, Dżafna, Casuarina Beach

To tak. Wyobraźcie sobie, że polski Bałtyk ma tylko jedno miejsce nadające się do plażowania (bo reszta to moczary, płytkie rozlewiska, pobojowiska wojenne lub łącznik lądu i morza bez piasku) i jest nim Ustronie Morskie. Tak się prezentuje północ Sri Lanki. Więc Ustronie, tfu, Casuarina, jest nieciekawa, zabrudzona i przepełniona (pomyślałem, patrząc na radośnie hasających po piasku Casuariny Lankijczyków, że tak właśnie zachowywaliby się Czesi, gdyby ich w końcu przyłączono do morza). No ale jak się nie ma co się lubi…

DSCF6704Ocena: 3/10


15. Sri Lanka, Tangalle, Tangalle Beach

Na plaży w Tangalle nie ma turystów wcalle. Chciałbym tak napisać, ale nie byłaby to prawda. Chyba nigdzie indziej na Sri Lance nie ma takiego boomu na powstawanie nowych hotelików i wielkich resortów jak wokół tego niewielkiego miasteczka. Nie czepiałbym się tak bardzo, gdyby nie to, że właśnie w Tangalle niektóre fragmenty plaż są wykupione i zagrodzone przez prywatnych właścicieli. Z Martą nazywaliśmy tę plażę Monika, bo oferuje bardzo dużo, tylko daje każdemu 🙁 Z jednej strony rozpycha się tam powoli komercha i drożyzna (czyt: dużo tam Niemców i Angoli), z drugiej strony niektóre fragmenty plaży idealnie nadają się do zabawy i podziwiania zachodów słońca. Poza tym obok plaży są rozlewiska, na których można wynająć łódkę i pośmigać wokół lankijskiej roślinności.

tangalleOcena: 6/10


 

16. Sri Lanka, Tangalle, Rekawa Beach

Jest tu pozakonkursowo, bez porównywania do innych plaż i bez oceny. Bo gdy ją odwiedzaliśmy, nie wpatrywałem się w wysokość fal, krzywiznę palm czy ziarnistość piasku. Nie tylko dlatego, że było ciemno. Rekawa słynie z żółwi, dokładnie z pięciu zagrożonych wyginięciem gatunków, które przez kilka miesięcy w roku odwiedzają plażę, aby złożyć na nie jaja. I Rekawa nie jest jak Bożenka, która nie chce pokazać (a co dopiero dać). Ta plaża jest jak Roksana, która grzeszy po całości! Troszczy się o nią specjalna organizacja proekologiczna, która za wstęp i przewodnika ścina po 28 złociszy od głowy (z gwarancją, że jeśli żółwia nie zobaczysz, kasa wraca do kieszeni). My (w grupie 25-osobowej) widzieliśmy na Rakawie żółwia wielkości Ryszarda Kalisza (z taką samą prędkością jak Rysiu przemieszczającego się spod palmy do morza), samicę, która na naszych oczach złożyła z pięć tuzinów jaj (mogliśmy stać przy niej tak blisko, że gdy jaja były przez samicę zakopywane, piasek lądował nam na głowach) czy w końcu żółwiego szkraba, który chwilę wcześniej się wykluł i z naszą eskortą przebijał się do wody – szybki był dziadyga! Hejtujcie, ale dla nas był to jeden z najzabistrzych wieczorów na Sri Lance!

Tak by the way: znacie kawał o trzech żółwiczkach?

64

7/10


 

17. Sri Lanka, Galle, Unawatuna Beach

Gdyby ta plaża miała imię, wołano by na nią Jessica. Zakochanie przy pierwszym spojrzeniu, lecz po bliższym zapoznaniu … każdy w życiu przeżył zawód miłosny imieniem Jessica. Unawatuna to jedna z najpiękniejszych plaż Sri Lanki, z wyróżniającą się jak na Cejlon czystą, szmaragdową wodą (z tą szmaragdową to do końca nie wiem, bo ledwo odróżniam niebieski od zielonego. Ale zostawiam, bo to piękne słowo). To widzi się jako pierwsze wkraczając na plażę. Potem okazuje się, że Unawatuna to stolica lanserki, przepłaconych tuńczyków, śpiewających restauracji (wchodzących do morza) i lśniących apartamentów.

unawatunaOcena: 6/10


 

18. Sri Lanka, Galle, Jungle Beach

W poradniku było napisane, że to tajemnicza, schowana przed światem plaża. I żeby ją zdobyć, musisz przedrzeć się przez dziką i ogromną dżunglę. To wszystko prawda, jeśli wykreślimy słowa: tajemnicza, schowana, dzika, ogromna. Okej, na Jungle Beach trzeba przez pół godziny przedzierać się przez krzaki, w których można nadepnąć na warana albo innego gekona. Fakt, plaża ma swój jungle klimat. Tylko na jej zdobywanie jest już kilka lat za późno. Motyw zdobywania tej plaży przyciąga turystów jak promocje w Biedronce , więc przygotuj się na to, że – niezależnie, jak wcześnie na plażę wyruszysz – będzie tam już trzech Rosjan i dwóch Anglików. Gdzie Anglicy będą siedzieć zapewne przy wielkim barze, który zdaje się działać na Jungle Beach już od kilku lat. Jeśli bez znaczenia jest dla ciebie temperatura wody, więcej wrażeń przyniesie Ci zdobywanie Jastarni.

PS od Marty – byłam ukontentowana. Zaletą tej plaży jest brak fal (znajduje się ona w zatoczce), a to oznacza, że można tam po ludzku popływać, a nie, jak to zwykle wśród lankijskich fal bywa, walczyć o przeżycie.

jungleOcena: 6/10


 

19. Sri Lanka, Ambalangoda, Ambalangoda Beach

Niewiele plaż stawia się jeszcze przed napaścią zachodnich turystów. Jednym z ostatnich takich nieskażonych miejsc jest Ambalangoda. Ostro doświadczona przez tsunami z 2004 roku oferuje pięć kilometrów szerokiej, całkiem czystej i klimatycznej plaży. Plaży, trzeba dodać, miejscami zupełnie pustej. Generalnie wszystko jest tam w wersji MAX. Max palmy kokosowe, kiedy patrzy się na nie z oddali wydają się, jakby miały po kilkadziesiąt metrów wysokości. I max fale, sięgające po kilka! metrów*.

*Ambalangoda w kwestii skakania na fale jest jak matka, która da Ci po dupie za nieodrobione lekcje. Miejscowi (za wyjątkiem poznanego w Samuna Guest House szalonego Singapurczyka) odradzali mi wchodzenie do wody, ostrzegali, że to będzie jak bitwa pod Szczękocinami. Ale ja wszedłem! I pewnie gdyby nie kupa szczęścia, nie pisałbym teraz tego posta. Wieczorem jest odpływ, a rano przypływ. Banał. Fale mają to do siebie, że im większe, tym mniejszą masz nad nimi (i sobą) kontrolę. No banał przecież. Ale koniec końców i tak do wody wejdziesz, żeby to wszystko sprawdzić. By trzy minuty później próbować płynąć w kierunku brzegu ile sił w rękach i nogach, bo z każdą kolejną falą morze będzie cię wyciągać coraz dalej od brzegu. Z siedmiu żyć zostały mi jeszcze cztery.

ambalangodaOcena: 7/10


 

20. Sri Lanka, Induruwa, Induruwa Beach

Tu się sprawdza przysłowie, że z pustego, to i Samuel nie naleje (a co dopiero Salamon). Induruwa Beach to taka Ania N., co to siedziała zawsze w tylnej ławce, niczym się nie wyróżniała i każdy zapomniał o niej z chwilą pasowania na gimnazjalistę. Wąska, płaska i odkryta (żadnych palm czy krzaków), wklejona w Galle Road, bardzo ruchliwą ekspresówkę łączącą portowe Galle ze stolicą w Colombo. Nie ma tam infrastruktury noclegowej, restauracji ani elektryczności. Nie jedźcie tam.

iduruwaOcena: 3/10


21. Sri Lanka, Kosgoda, Kosgoda Beach

Singapurczyk spotkany w Ambalangodzie próbował wcisnąć nam kit, że złożył w lokalnym starostwie ofertę kupna plaży w Kosgodzie. Rozbawiło nas to tak bardzo, że następnego dnia wybraliśmy się ją zobaczyć. I było tak.

Z autobusu wyrzucono nas w wypizdowie, gdzie pierwszym sobie zadanym pytaniem było, czy mają tu wodę pitną. Z ruchliwej drogi przeszliśmy 300 metrów przez małą, pełną palm kokosowych wioskę, za którą świecił się piasek. Pierwsze wrażenia – Singapurczyk miał rację! Plaża była taka, że można było z nią konie kraść. Wchodząc na Kosgodę zdawało mi się, że to Adam Mickiewicz szepcze mi do uszka „wpłynąłem na mokrego przestwór oceanu” (taka parafraza z Sonetów).

Bez żywej duszy, bez ruin i śmieci, z zatoczką jak z obrazka (nie, nie tego z „plaży pana Pawła” ale bardzo ładnego), z wyciągniętymi na brzeg rybackimi łódkami, pagodą na niewielkim wzgórzu. To był widok, który pobił Goa i plaże Lanki na łopatki. Choć szczerze trzeba powiedzieć, że magia Kosgoda Beach kryje się tylko w jednej jej części (choć plaża długa, jak kolejka pod Peweksem). I czaruje tylko przez pierwsze pół godziny, po których na hasło „biała babka w majtkach!” (czyt. Marta w bikini) na plażę zbiega się większość zwołanych mieszkańców wioski. Może dlatego właśnie w pewnym momencie między mną a Martą wywiązał się taki dialog:

– ej, Singapurzyk próbował ją kupić, to może ja ogłoszę się tu królem?

– wiesz co, wolę być Ostatnią Damą Legnicy, niż Pierwszą Damą Kosgody.

kosgoda

Ocena: 8/10

Kosgoda to zwycięzca mojego subiektywnego przeglądu i chyba jedyna plaża, na jaką mógłbym wrócić w przyszłości z przyjemnością. Chociaż trochę jej brakuje do „plaży pana Pawła”, wlała we mnie nadzieję, że katujący mi głowę obraz mogę odnaleźć w rzeczywistości.

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarze

  1. Krzysiek
    2 czerwca 2015

    A Damian mam dla ciebie smutną wiadomość – ostatnio na Auroville beach pojawiły się brygady sprzątające, więc zaczyna ona wyglądać coraz lepiej:)

    Odpowiedz
  2. marta
    2 czerwca 2015

    Ale się uśmiałam! Damian, Twoje wpisy są po prostu super 😀
    Im więcej Was czytam, tym bardziej niecierpliwie wypatruję kolejnych postów. 🙂

    Odpowiedz
  3. justyna
    24 września 2017

    Super subiektywna ocena. Tego potrzebowaliśmy. Mamy bardzo podobny stosunek do plażowania. Niemniej jednak w każdej naszej podróży jednym z celów jest „rajska plaża”, której tak jak Wy potrzebujemy do pełni szczęścia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *