Savoca czyli raj. W krainie „Ojca chrzestnego” i świętego spokoju

savoca

Jeden lubi turkusowe morze i kontemplowanie białego piasku pod stopami w cieniu pochylonej palmy. Inny woli niedzielę na działce i jak mu karkówka na grillu skwierczy. Jeszcze inny da się pociąć za wspin po sześciotysięczniku w 15-stopniowym mrozie, koniecznie z soplowym glutem zwisającym u nosa. A ten ostatni to kocha, po prostu uwielbia, jak nie gonią go dedlajny, nie dręczą fakapy i jak się mu da wreszcie spokój. Krótko mówiąc – każdy ma jakieś wyobrażenie raju. My się nigdy specjalnie na poszukiwania raju nie nastawialiśmy, bo raj ma to do siebie, że lubi objawić się znienacka – dokładnie tam, gdzie go się nie spodziewasz. W zatłoczonych Indiach. Pod birmańską pagodą. W oczach psa. Na Sycylii.

I tak właśnie, nagle i zupełnie od czapy, objawił się nam nasz kameralny, prywatny raik – w niepozornej, choć naznaczonej wielkim kinem, pełnej sycylijskiego słońca, stukniętych kotów i wszelkich możliwych przypominajek o przemijaniu Savoce.

Bierz i czytaj!

Ziemniaki w popiele. Oświadczyny na Etnie, czyli koniec konkubinatu

oświadczyny na etnie

Dawno temu, gdy w Polsce słuchało się Dawida Podsiadło, oglądało Polonia Warszawa i robiło memy z Ruchu Palikota, Marta rzuciła do mnie abstrakcyjnym tekstem, że ona to się nie śpieszy, ale dobrze by było, abym jej się oświadczył do trzydziestki. Nie zważałem, czy mojej trzydziestki, czy jej trzydziestki, bo wydawało się, że to szmat czasu będzie, że prędzej Ziemia Marsa skolonizuje, niż ta trzydziestka wybije.

Bierz i czytaj!