Jak nie wypożyczać auta na Sycylii

wypożyczenie auta na Sycylii

Chcieliśmy wydymać Freda, a to Fred wydymał nas. To będzie krótka historia o sycylijskiej wypożyczalni samochodów AutonoleggioOne, która trafiła na naszą listę rzeczy zakazanych – takich jak zupa szczawiowa, wyśmiewanie Czechów za brak dostępu do morza oraz kupowanie używanych skuterów od Wietnamczyków w Sajgonie. Będzie też o sycylijskich drogach, braku zasad na drodze i trollujących stacjach paliw. 

Kilka rzeczy zrobiłem na Sycylii pierwszy raz. Wdrapałem się na wulkan, oświadczyłem się, zjadłem kraba z pancerzem (Marta mnie strollowała, że tak się robi. Nigdy nie miałem większej zgagi). Pierwszy raz w życiu wypożyczałem też auto! I to było bardzo cenne doświadczenie.

Sześć godzin googlowałem temat. Przeczytałem wszystkie blogi podróżnicze, fora internetowe, FAQ wypożyczalni, aż uwierzyłem, że jestem Januszem Wypożyczania i umiem robić to dobrze. Jak wypożycza się auto? Tak w wielkim uproszczeniu: pakujesz się na stronę pośrednika (np. rentalcars, bokingcar, autoeurope), szukasz oferty samochodu, następnie rezerwujesz auto. Docierasz na miejsce, odwiedzasz wypożyczalnię (np. Hertz, Avis, Europcar, SicilyByCar), podpisujesz umowę, wykupujesz ubezpieczenie, płacisz. Firma ściąga z konta koszt wypożyczenia, ale i dokonuje blokady na karcie kredytowej na wypadek… wypadku, tankowania, uszkodzenia po użytkowaniu, w różnych kwotach, od 200 euro do 3000 euro – w zależności, jaki pakiet ubezpieczenia wykupiłeś (najdroższe „full cover” chronią jak pełne autocasco, ale wówczas blokada wynosi właśnie te kilka tysiączków).

Co zrobiłem? Naczytałem się o tym, jak wypożyczalnie, zwłaszcza te sycylijskie, lubią przywalić się do małej ryski na zderzaku, która była tam przed wypożyczeniem i jak po tym ciężko odzyskać kasę z blokady na kredytówce. Następnie dokopałem się do informacji, jak wypożyczyć auto bez blokady na karcie z opcją full autocasco. Robią tak małe, lokalne wypożyczalnie oraz właściciele hoteli i pensjonatów. Znalazłem kilka firm, wybrałem tę z dobrą oceną użytkowników, z obsługą po angielsku, przeczytałem FAQ i warunki. Padło na AutonoleggioOne. Zamówiłem Citroena C3. Siedem dni wypożyczenia z pełnym ubezpieczeniem wyniosło mnie dokładnie 200 euro. Zapłaciłem z góry, poszedłem do łazienki, z dumą pogłaskałem się po brodzie i do lustra powiedziałem „Damianie, deal życia”.

Hahahaaah. Teraz łapcie to!

Pojawiamy się w wypożyczalni godzinę spóźnieni (tematu nie będę drążyć, sam dałem ciała). W biurze trzech Włochów, żaden słowa po angielsku nie powie. Wyciągam telefon, odpalam apkę google translate, łączę opuszki palców tak, żeby wzbudzić zaufanie, nawet pomyślałem, że łatwiej będzie, jak przedstawię się po włosku:

Ja: Bondziorno, me Damiano Barano.

Pan Włoch: Non capisco (nie rozumiem).

Ja: Bondziorno, me Damiano Baranesse.

PW: Non capisco.

Wyciągam dowód, odpalam maila, pokazuję zamówienie, literuję D A M I A N – B A R A N S K I. Pan Włoch się uśmiecha, mówi, że no tak, że już pamięta, że już wszystko gra. Wyciąga protokół, kluczyk i parkuje pod biurem Alfę Romeo.

Ja: Gdzie mój Citroen C3?

PW: Non capisco.

Google tłumacz się przegrzewa – gdybym był Elizą Orzeszkową, właśnie powstałaby kontynuacja „Nad Niemnem” pod tytułem „Pod Etną”. Włochowi nawet brew nie drgnęła, więc dzwonię na infolinię. Za trzecim razem dodzwaniam się do anglojęzycznego pracownika. Słyszę, że Alfa Romeo, bo spóźniłem się o godzinę, że ta Alfa Romeo to ta sama klasa co Citroen C3, że to zgodne z regulaminem. Zanim machnąłem ręką, zapytałem tylko, czy do tej Alfy Romeo to dostanę w pakiecie lawetę, która będzie za nami jeździć po Sycylii. Kobieta nie zrozumiała. Patrzę na tę Alfę, wyglądała, jakby właśnie wróciła z bitwy pod Szczekocinami. Mówię do Marty, że daję Alfie max dwa dni. Robię zdjęcia każdej rysce, karta pamięci się kończy, Włoch krzyczy „co ty robisz, full autocasco”. Pakujemy się, wbijamy w nawigację najbliższą stację paliw, bo oczywiście bak paliwa pusty jak bęben przed zwolnieniem blokady.

ryska
Delikatna ryska na zderzaku
To uczucie, gdy każdy na Sycylii ma lepsze auto od Ciebie.
To uczucie, gdy każdy na Sycylii ma lepsze auto od Ciebie.

Drugi raz zgubiłem czujność, kiedy zatankowałem Alfę do pełna. Dałem się uwieść, bo przez pierwsze kilometry Alfa orała ten sycylijski ser (drogi na Podkarpaciu to pikuś z tym, co tam się dzieje) pięknie jak Ursus trójpolówkę. A potem po czole spłynęła mi niekontrolowanie kropla potu. Oboje z Martą wiedzieliśmy.

Cztery godziny i 50 km po wypożyczeniu wjechaliśmy do górzystej, spalonej słońcem Taorminy. Kontrolka płynu chłodniczego cicha jak cisza przed burzą. Ale nagle czujemy smród. Zatrzymuję auto, podnoszę maskę. Woda się gotuje, zbiornik popękany, płyn tryska jak Wezuwiusz w 73 n.e. Spoko, nie dość, że kontrolka nie działa, to pewnie jeszcze termostat wysiadł.

Z plusików to AutonoleggioOne zareagowało na problem w miarę szybko (jak na Włochów). Obiecali podstawić do Taorminy nowe auto w godzinę, podstawili w prawie dwie. W sumie to kamień spadł nam z serca, bo jakie gorsze auto można dostać od Alfy Romeo? Chyba tylko Fiata Stilo, no ale bez przesady, aż takiego pecha w życiu to my nie mamy. Telefon, że pomoc nadchodzi, my już witamy się z gąską… Na parkingu pojawia się dwóch Włochów w… Fiacie Stilo. Właśnie zamieniliśmy obuch na buzdygan.

Marta: Ej no bez jaj, dzwoń do firmy, niech tego Citroena przywiozą.

Damian: Daj spokój, jeszcze nam wcisną Opla Kadeta albo Forda Escorda. Czyli wyjdzie na to samo.

Włoch: O panie, kto tu panu to taki spier…lił?!

Damian: Wy.

Włoch: A no tak. Bierz pan tego Stilo, to je maszyna, stan igła, jedyny minus to ten na akumulatorze! Panie, w wypożyczalni to Stilorgini na niego wołamy. Wjedzie pan w górską wioskę to wieśniaki pomyślą, że szybkich i wściekłych kręcicie.

Damian: Dobra, dawaj pan ten klucz.

Alfa Romeo obok Fiata Stilo. Zdarzenie równie częste, co zaćmienie słońca. Gdzieś tam na świecie własnie urodził się jednorożec.
Alfa Romeo obok Fiata Stilo. Zdarzenie równie częste, co zaćmienie słońca. Gdzieś tam na świecie własnie urodził się jednorożec.
navi
Tam z lewej, czerwony, agresywny, niebezpieczny. Airbag.

Fiat Stilo. Bak fiata podchodzi pod rezerwę, więc spisujemy umowę, że za zatankowanie Alfy dostanę refundację na 40 euro. Fiat Stilo. Chociaż nie działało w nim: radio, klimatyzacja, ogrzewanie (poza ogrzewaniem szyb), a kontrolka airbaga pipczała raz na pół godziny, że poduszka jest uszkodzona, auto zawiozło nas pod Etnę, do górskiej Savoci, dało się w nim spać, jeść, rozpędzić. Nawet uwierzyliśmy, że mit awaryjnego Fiata Stilo to tylko urban story. Że to auto da radę.

Nie dało.

Czwartego dnia jechaliśmy z Agrigento do górskiego Caltabellotta. Cztery kilometry przed szczytem wyprzedzamy kombajn. W momencie mijania nagle słyszymy siarczyste „jebut!”.

Damian: Co to było?

Marta: Może kierowca kombajnu w nas jajami rzuca z zemsty za to wymijanie?

Zatrzymaliśmy się na poboczu. Zaglądam pod auto. To kolanko rury wydechowej od kolektora poszłooo… urwało się w pół. Tak po prostu, ze starości lub zużycia. Tego dnia na infolinii nie było anglojęzycznego pracownika. Wyjeżdżając z Włoch, wzbogaciliśmy z Martą nasz słownik włoskiego o następujące słowa: dzień dobry, dziękuję, proszę, rura wydechowa, kolanko kolektora, przewód, z przodu pod autem, mechanik, chyba żartujesz. Śniadania po włosku nie zamówię, ale auto naprawię.

Posługując się google tłumaczem, sprowadziliśmy pomoc drogową, w Caltabellotta u mechanika podwiązaliśmy rurę drutem i zespawaliśmy urwany fragment. Awaria i naprawa zabrała nam tego dnia przynajmniej cztery godziny z podróży. Z inicjatywy wypożyczalni mieliśmy spotkać się w Agrigento na przekazanie rachunku za naprawę (nie płaciliśmy), omówienie zdarzenia, może zamianę auta? Przed Agrigento trzy razy dzwoniliśmy do biura. Nikt nie rozumiał, o co nam chodzi, a rozmawiałem z nimi i po angielsku, i po włosku, i na koniec, wspólnie z Martą i z użyciem polskich przekleństw – w naszym rodzimym języku.

Tak blisko...
Tak blisko…
przed_caltabellotta
…a tak daleko.
rura
Czy ten pacjent będzie żył?
Czy ten pacjent będzie żył?
Śpimy w aucie.
Śpimy w aucie.
I nocujemy tam, gdzie chcemy.
I nocujemy tam, gdzie chcemy.

Ku naszemu zdziwieniu Stilo dał radę już do końca bez większych przygód. Wciąż jednak nie otrzymałem zwrotu za tankowanie (40 euro), choć upominam się co dzień dwukrotnie. Czyli będzie przypał.

AutonoleggioOne. Otrzymaliśmy auto niezgodne z zamówieniem, choć jedyną przyczyną było tylko godzinne spóźnienie. Zarówno Alfa Romeo jaki i Fiat Stilo wiele różniły się od pojazdów widniejących na stronie wypożyczalni, coś jak użytkownicy tindera. Kontakt z firmą w sytuacjach kryzysowych pozostawiał wiele do życzenia, co najmniej raz zachowali się skandalicznie (totalne olanie sprawy i nas po wizycie u mechanika). No i wciąż czekamy na 40 euro refundacji.

Dziś z tej historii już się śmiejemy, traktujemy bardziej jako cenne doświadczenie niż upokorzenie. Może powinniśmy być bardziej nieugięci przy pierwszym spotkaniu. Może powinniśmy stanowczo oczekiwać zamiany na nowy samochód przy urwanej rurze w Stilo. No i zwrot za paliwo też budzi wiele emocji. Trudno jednak iść w zaparte do końca, gdy po drugiej stronie stoją taborety, które nie są skore do współpracy, które nie dbają o klienta, które mają ich w dupie. Dlatego gdy dochodziliśmy do punktu krytycznego, pierwsi machaliśmy na problem ręką, aby nie marnować więcej cennego dla nas czasu. Odcinaliśmy się myślami, obracaliśmy te sytuacje w żart, aby mimo wszystko spędzić ten tydzień w przyjemny sposób. I to w gruncie rzeczy nam się udało. Do tematu wracamy teraz, po podróży. Gdzie się da umieścimy ostrzeżenia przed AutonoleggioOne, samej firmie wystawimy negatywne komentarze, napiszemy oficjalną skargę. Aby oszczędzić innym osobom podobnych doświadczeń.

I na koniec kilka cennych rad już na temat poruszania się po Sycylii.

TANKOWANIE:

(1) Włoch, który nie ma na siebie pomysłu, zakłada stację paliw. Jest ich tam więcej od szkół, supermarketów, czasem wydawało nam się, że w danej wiosce więcej jest stacji paliw niż Włochów.

(2) Dystrybutory paliwa dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy do dystrybutory, przy których paliwo naleje ci Włoch. Takie paliwo jest o kilkadziesiąt eurocentów droższe. Drugi rodzaj to dystrybutory, przy których paliwo nalewasz sobie sam. Cena jest niższa, więc jak jesteś z Polski, to wiadomo, co wybierasz. Ha, ale to nie takie hop siup. W pierwszej opcji płacisz za paliwo Włochowi, który nalał paliwo. W drugiej opcji płacisz w maszynie bankomatopodobnej. Najpierw wpłacasz do maszyny 5, 10, 20, 50 euro, a potem nalewasz ekwiwalent w paliwie. Gdzie jest haczyk? Często na wpłatomatach widnieje napis „automat nieczynny”. Welcome to Sicily.   

(3) Na stacjach Agip zazwyczaj oprócz toalet są również kabiny prysznicowe. To dla osób, które podróżują z namiotem lub śpią w samochodzie.

maszyna
Tak wyglądają petro-wpłatomaty

ZASADY RUCHU DROGOWEGO:   

(1) Jak każdy cywilizowany kraj, Włochy, a przynajmniej Sycylia, mają znaki drogowe (choć ze świecą szukać tam znaków „droga uprzywilejowana” i „droga podporządkowana”).

(2) Jak żaden cywilizowany kraj, Włochy, a przynajmniej Sycylia, mają te znaki drogowe w dupie. Chaos i prawo dżungli, piekło perfekcjonistów, raj wariatów drogowych. Wciągu siedmiu dni:

a) widzieliśmy Włochów, którzy wymuszają pierwszeństwo przy wjeździe na rondo, Włochów, którzy przepuszczali na rondzie tych na rondo wjeżdżających, kilku, którzy na rondzie parkowali i jednego, który jechał po rondzie tyłem.

b) raz zdarzyła mi się chwila słabości, gdy kulturalnie przepuściłem Włocha na drodze równorzędnej. Zrobił wtedy takie oczy, jakby właśnie zobaczył jednorożca z naleśnikiem na głowie. Dopiero po chwili ruszył, choć powoli i delikatnie, jak muśnięcie wiatru.

c) ani razu nie usłyszeliśmy klaksonu (no dobra, Marta mówi, że raz w górach na zakręcie 360).

d) nie wiem, jak to jest ze światłami mijania w dzień, czy trzeba, czy można. Ale widok samochodu bez włączonych świateł w nieoświetlonym ponadkilometrowym tunelu (kilka razy) albo w nocy (dwa razy) to trochę przesada, prawda?

(3) Przepraszam, już nigdy nie powiem, że w Polsce mamy dziurawe drogi.

Chłopak z górskiego miasteczka, w którym brak dostępu do prądu, gazu i wody (czyli z Kowar). Absolwent administracji, działacz społeczny, sportowy dzik (chrum, chrum). Był w swoim życiu już m. in. biegaczem, piłkarzem, instruktorem ZHP, prezesem stowarzyszenia, przewodniczącym organizacji studenckiej, ślusarzem i nawigatorem dźwigów. Zawodowo: czelendżuje problemy w dużej korporacji. Poza podróżowaniem lubi: zapach dymu z ogniska i filmy Waititiego.

komentarz

  1. Przemek|www.tropimy.com
    28 kwietnia 2017

    Uśmiałem się 😀 (chociaż jak sobie wyobrażam te przygody, to pewnie nie było Wam wtedy do śmiechu).
    No ale jak już chrzest samochodowy przeszliście, to możecie spokojnie zjeździć samochodem Sri Lankę – wtedy powiesz, że Włosi to najlepiej prowadzący samochód naród świata 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *