Frankfurter Hauptfriedhof – tajemniczy ogród skryty w cieniu wieżowców

Cmentarz we Frankfurcie

Mieszkałem we Frankfurcie pół roku. Wystarczająco długo, aby poznać finansową stolicę Europy, odkryć dzielnicę drapaczy chmur na Mainhattanie, fancy plaże na dachach kamienic, miejskie parki, promenady nad Menem, muzea i klimatyczne uliczki dzielnic Sachsenhausen i Bornheim. Tymczasem gdybym miał wskazać jedno miejsce, które zrobiło na mnie największe wrażenie, wskazałbym na główny cmentarz – Frankfurter Hauptfriedhof. Perłę tego miasta, którą omijają turyści i nie doceniają mieszkańcy.   

Bierz i czytaj!

Savoca czyli raj. W krainie „Ojca chrzestnego” i świętego spokoju

savoca

Jeden lubi turkusowe morze i kontemplowanie białego piasku pod stopami w cieniu pochylonej palmy. Inny woli niedzielę na działce i jak mu karkówka na grillu skwierczy. Jeszcze inny da się pociąć za wspin po sześciotysięczniku w 15-stopniowym mrozie, koniecznie z soplowym glutem zwisającym u nosa. A ten ostatni to kocha, po prostu uwielbia, jak nie gonią go dedlajny, nie dręczą fakapy i jak się mu da wreszcie spokój. Krótko mówiąc – każdy ma jakieś wyobrażenie raju. My się nigdy specjalnie na poszukiwania raju nie nastawialiśmy, bo raj ma to do siebie, że lubi objawić się znienacka – dokładnie tam, gdzie go się nie spodziewasz. W zatłoczonych Indiach. Pod birmańską pagodą. W oczach psa. Na Sycylii.

I tak właśnie, nagle i zupełnie od czapy, objawił się nam nasz kameralny, prywatny raik – w niepozornej, choć naznaczonej wielkim kinem, pełnej sycylijskiego słońca, stukniętych kotów i wszelkich możliwych przypominajek o przemijaniu Savoce.

Bierz i czytaj!

Kirgistan na rowerze – informacje praktyczne, ceny, wskazówki

Czterech kumpli bez rowerowego doświadczenia w 11 dni przejechało 788 km po surowym kraju, którego obszar w 93% pokryty jest górami. Choć większość wyjazdu towarzyszyła im choroba faraona, twierdzą, że była to jedna z większych przygód w ich życiu, którą powtórzyliby nawet wybudzeni w środku nocy. Tu nie będzie wspominek, bo to wpis praktyczny – od narodzin pomysłu, przez logistykę, po realizację. Co, gdzie i za ile. Dla tych, którzy chcieliby ruszyć w podobną podróż.

Bierz i czytaj!

Jak nie wypożyczać auta na Sycylii

wypożyczenie auta na Sycylii

Chcieliśmy wydymać Freda, a to Fred wydymał nas. To będzie krótka historia o sycylijskiej wypożyczalni samochodów AutonoleggioOne, która trafiła na naszą listę rzeczy zakazanych – takich jak zupa szczawiowa, wyśmiewanie Czechów za brak dostępu do morza oraz kupowanie używanych skuterów od Wietnamczyków w Sajgonie. Będzie też o sycylijskich drogach, braku zasad na drodze i trollujących stacjach paliw. 

Bierz i czytaj!

Ziemniaki w popiele. Oświadczyny na Etnie, czyli koniec konkubinatu

oświadczyny na etnie

Dawno temu, gdy w Polsce słuchało się Dawida Podsiadło, oglądało Polonia Warszawa i robiło memy z Ruchu Palikota, Marta rzuciła do mnie abstrakcyjnym tekstem, że ona to się nie śpieszy, ale dobrze by było, abym jej się oświadczył do trzydziestki. Nie zważałem, czy mojej trzydziestki, czy jej trzydziestki, bo wydawało się, że to szmat czasu będzie, że prędzej Ziemia Marsa skolonizuje, niż ta trzydziestka wybije.

Bierz i czytaj!

Civil March for Aleppo. 100 dni w drodze

Dziś setny dzień Civil March for Aleppo, czyli marszu z Berlina w stronę Syrii – setny dzień marszu mających nadzieję, wolących działać niż gadać ludzi. Zarażają entuzjazmem, edukują dzieciaki po drodze, uczą wrażliwości, dają do myślenia, organizują spotkania w mijanych miastach i miasteczkach, wysyłają sygnał do Syryjczyków: „hej, nie jesteście sami, myślimy o Was i próbujemy zwrócić na Was uwagę świata”. Mają 1500 km w nogach, przed nimi drugie tyle.

Bierz i czytaj!

Rowerami przez Portugistan. Część 2: Portugalia. Baby na rowery!

Portugalia na rowerze

Pod koniec naszej rowerowej podróży po Portugalii spotkałyśmy na trasie starego mędrca, Portugalczyka imieniem Sancho. Przy świetle gwiazd i blasku ogniska cierpliwie słuchał naszych rowerowych opowieści z ostatnich dni. W trakcie tego spotkania wypowiedział tylko jedno zdanie: „gdyby Portugalia miała swoje morze, to po tej historii wyschłoby do ostatniej kropli”. Nie zdążyłyśmy powiedzieć mu, że przecież Portugalia ma dość długą linię brzegową i nieco wody dookoła, bo zanim wybrzmiały ostatnie słowa, stary Portugalczyk wstał i ruszył przed siebie. Zaś reszta wydarzyła się naprawdę. Portugalia na rowerze – oto więc łapcie nasz babski, mój i Burzy, dziennik z rowerowej podroży!

Bierz i czytaj!